Pancernie i na gąsienicach. Przemysł obronny a inwestycje

 Aleksander Grzelak     04-Czerw-2014

Pierwsze pytanie, jakie mi się nasunęło gdy zacząłem przygotowywać ten artykuł, było oczywiste. Co może być interesującego dla portalu inwestycyjno-promocyjnego, jakim jest Alt.pl, w branży zbrojeniowej? Być może sposób, w jaki się reklamuje, albo generalnie - los polskiego przemysłu obronnego. Jednak, to nie jest właściwa odpowiedź. Ta poprawna brzmi: wielkie inwestycje. Być może nie łatwo ją dostrzec, gdy patrzy się wyłącznie przez pryzmat zorientowanych na sukces startupów, crowdfundingu, promocji internetowej czy różnych sposobów pozyskiwania kapitału itp., czyli tematyki, która regularnie gości na tej stronie.  Tymczasem wpływ sektora militarnego na rozmaite inwestycje jest trudny do przecenienia. Wystarczy tu wymienić tylko dwie kwestie. Po pierwsze, transfer znacznych ilości kapitału na rynek, szczególnie w obszarze naukowo - badawczym czy nowych technologii, ma ogromny wpływ na innowacyjność gospodarki. Po drugie, okazja dla potencjalnych podwykonawców, kooperantów oraz ich otoczenia, czyli mówiąc najogólniej nakręcanie koniunktury. Chociażby z tych dwóch powodów należy uważnie przyglądać się temu, co dzieje się w przemyśle obronnym.

 

Patrząc z punktu widzenia wydatków rządowych, sytuacja w tej branży może budzić mieszane uczucia. Na początku 2013 r. rząd ogłosił rekordowe inwestycje z zbrojeniówkę. Wydatki miały sięgnąć 139 mld zł w ciągu najbliższej dekady. Jednak według wyliczeń analityków z globalnej korporacji doradczej Frost&Sullivan, realne wydatki do 2022 nie przekroczą 91,5 mld zł. W 2014 r. budżet MON wyniesie najprawdopodobniej 32 mld zł. Jednak dr Dominik Kimla, analityk Frost&Sullivan, jest daleki od popadania w pesymizm. "Nawet w obliczu budżetowych zagrożeń, inwestycyjne plany najbliższej dekady robią wrażenie i są zapewne ostatnią taką szansą dla sektora obronnego w tym półwieczu" - twierdzi międzynarodowy specjalista. Przyjrzyjmy się zatem jak wygląda teraźniejszość oraz jaka może być przyszłość przemysłu zbrojeniowego w Polsce.

 

 

Integracja, restrukturyzacja i tarcza antyrakietowa

 

Polski przemysł zbrojeniowy jest obecnie w trakcie szeroko zakrojonej restrukturyzacji. Jeszcze w tym roku Polski Holding Obronny (dawny Bumar) czeka integracja z Polską Grupą Zbrojeniową (PeGaZ), nowym narodowym holdingiem spółek przemysłu obronnego. PHO jest gigantem na polskim podwórku: zatrudnia prawie 10 tys. pracowników, skupiając 17 najważniejszych spółek pancernych, amunicyjnych i radarowo-elektronicznych. Każda z nich dostarcza armii ponad połowę zamawianego co roku sprzętu wojskowego.

 

Na rolę główną, w pewnym sensie również integracyjną, w najważniejszym obecnie przedsięwzięciu polskiej zbrojeniówki – budowie wielowarstwowej przeciwlotniczej i przeciwrakietowej tarczy powietrznej – liczy Bumar Elektronika, czyli połączony Radwar i Przemysłowy Instytut Telekomunikacji. Spółka jest obecnie jednym z czołowych beneficjentów wprowadzanych programów badawczo-rozwojowych, skupionych przede wszystkim na przyszłej tarczy antyrakietowej. Z kolei dzięki zamówieniom na sprzęt radiolokacyjny (zestawy Soła), Bumar Elektronika wygenerował zysk rzędu 23 mln zł. i to pomimo niezbyt ostatnio sprzyjających warunków ekonomicznych. Produkcja kamer termowizyjnych, systemów kierowania ogniem i zaawansowanych urządzeń obserwacyjnych przyczyniła się również do wzrostu zysków innej polskiej spółki zbrojeniowej zaangażowanej w projekt tarczy – PCO (Przemysłowe Centrum Optoelektroniki), która zanotowała wynik 22 mln zł. Tarcza antyrakietowa nie może jednak zostać zrealizowana wyłącznie siłami producentów krajowych.

 

Rakietowy koncern Raytheon rozpoczął współpracę z polskim spółkami radarowymi i elektronicznymi PHO przy rozwoju systemu Patriot, oferowanego w przetargu na polską tarczę przeciwlotniczą. Ponadto, Raytheon proponuje naszemu resortowi obrony udział w produkcji systemu rakietowego krótkiego zasięgu  NASAMS. Amerykanie mają już doświadczenie we współpracy z polskimi spółkami. Specjaliści z zza Atlantyku pozostają w kontakcie z Wojskowymi Zakładami Uzbrojenia w Grudziądzu, które od lat z powodzeniem unowocześniają rosyjskie zestawy obrony przeciwlotniczej.

 

Resort obrony potwierdził, że potentat z Massachusetts zalicza się do jednej z zaledwie kliku spółek, które wezmą udział w drugiej fazie dialogu technicznego bezpośrednio poprzedzającego sam przetarg na dostawy  systemu przeciwlotniczego i antyrakietowego średniego zasięgu "Wisła". MON postuluje, że wydatki na system obrony nieba mogą sięgnąć nawet 26,5 mld zł.

 

Tymczasem PHO również nie zasypuje gruszek w popiele i już wytwarza systemy radiolokacyjne, kontroli powietrznej i dowodzenia, jak również oręż przeciwlotniczy krótszego zasięgu. Przenośne zestawy Grom ma wkrótce zastąpić zmodernizowana wersja Pioruna. W 2014 r. armia planuje duże zamówienia na nowe stacje radiolokacyjnego rozpoznania oraz na mobilne, zintegrowane zestawy Poprad warte setki milionów złotych.

 

Warto dodać także, że rząd negocjuje w Waszyngtonie zakup manewrujących pocisków AGM158 JASSM o zasięgu 400 km do polskich wielozadaniowych F16. "Liczymy na przychylność Kongresu USA w tej sprawie" – ujawnił minister Tomasz Siemoniak.

 

I właśnie problematyka restrukturyzacji polskiego przemysłu zbrojeniowego, jego integracji oraz budowy tarczy antyrakietowej, jest absolutnie kluczowa, aby zrozumieć i dostrzec znaczny zakres obecnych i przyszłych inwestycji. Ostrożne szacunki, w chwili obecnej niemożliwe do zweryfikowania, mówią o około 200 mld złotych w przeciągu dekady. Jak zatem widać, są to środki znacznie przewyższające planowane przez MON wydatki. Jednak aby inwestycje te mogły dojść do skutku, potrzebna jest odmienna niż dotychczas, racjonalna polityka ich "przyswajania".

 

Jak dotąd, nieracjonalne zawieranie kontraktów w rocznych cyklach niejednokrotnie kończyły się rezygnacją z zamówień przez armię i frustracją (pod)wykonawców. Na szczęście dla polskich przedsiębiorców, obecnie coraz więcej decydentów zdaje sobie sprawę z krótkowzroczności minionej polityki inwestycyjnej. Dotychczasowa strategia, prowadzona pod egidą Polskiego Holdingu Obronnego, okazała się nieefektywna. Stąd zdecydowano się stworzyć nową, o wiele bardziej elastyczną organizacyjnie strukturę - wspomnianą już Polską Grupę Zbrojeniową. Celem PeGaZa jest działalność o wysokim stopniu integracji, czyli łączenie funkcji, badawczych, rozwojowych i produkcyjnych. Zdaniem Andrzeja Wilka, w latach 2008-2010 prezesa Zarządu Przemysłowego Instytutu Telekomunikacji S.A., zbrojeniówka nie powinna ograniczać się wyłącznie do produkcji na rzecz wojska, lecz zainwestować również w produkcję cywilną, zwłaszcza w zakresie bezpieczeństwa narodowego. Dzięki zwiększeniu zamówień, znacznie obniżą się koszta produkcji.

 

Wilk proponuje oparcie działalności PeGaZa na strategię CIS. Warto ją przybliżyć.

1) Cyfryzacja - wykorzystanie nowoczesnej sieci teleinformatycznej, której bazą byłaby kontrolowana przez państwo bezpieczna sieć szkieletowa. Wilk przekonuje, że bez takiej sieci, PeGaZ skazany jest na podwykonawstwo. Obecnie rozważa się przejęcie w tym celu sieci Telekomunikacja Kolejowa.

 

2) Innowacyjność – sprowadzać ma się przede wszystkim do budowy centrów badawczo-rozwojowych. Chociaż współpraca międzynarodowa jest niezbędna, to nie może być prowadzona bezrefleksyjnie. Wilk zaleca, aby była na tyle ograniczona, aby bez potrzeby i odpowiedniej rekompensaty nie przekazywać wiedzy i umiejętności zagranicznej konkurencji. Niezależnie od współpracy z rodzimymi uczelniami i jednostkami badawczo-rozwojowymi, polski przemysł zbrojeniowy powinien wykształcić własną bazę naukowo-techniczną.

 

3) Standaryzacja - kluczowy element strategii, Jeśli zależy nam na obniżeniu kosztów i przyspieszeniu prac. W tym celu należy stworzyć system typowych modułów (a nawet całych ujednoliconych podsystemów), które będą wykorzystywane w wielu różnych urządzeniach i systemach obronnych.

 

Niezależnie od tego, kluczowym inwestorem w przemyśle obronnym pozostać musi państwo i Polska nie jest tu żadnym wyjątkiem na mapie świata. Zdaniem Andrzeja Marii Wilka - członka rady nadzorczej spółki PCO, również należącej do Polskiego Holdingu Obronnego - aktywne wsparcie ze strony państwa [czyli de facto zamówienia oraz idące za nimi środki finansowe - red.] będzie odgrywało kluczową rolę w rozwoju naszego przemysłu zbrojeniowego. Dzięki temu poszukiwanie możliwości eksportowych i budowa sieci kooperacji międzynarodowych przy produkcji systemów obronnych, będą znacznie prostsze.

 

 

W powietrzu, na lądzie, na morzu

 

 

 

Image and video hosting by TinyPic

 

 

Chociaż inwestycje związane z budową tarczy antyrakietowej będą miały niewątpliwie największy udział w sektorze militarnym, nie można zapominać o poważnych inwestycjach w przemysł lotniczy. Z tych możliwości skorzystał już Airbus D&S. Warszawskie zakłady tego lotniczego, obronnego i kosmicznego koncernu wyposażą nasze siły powietrzne w cyfrową awionikę oraz dostarczą im 12 szkoleniowych samolotów Orlik MPT. Przedstawiciela Grupy Airbus, gigantycznego konglomeratu o rocznych dochodach sięgających 56 mld euro, nad Wisłę przyciągnęły przetargi ogłaszane w ramach wartego 100 mld zł programu modernizacji sił zbrojnych. W Polsce zakłady Airbusa produkują większość kluczowych struktur samolotów: skrzydła, drzwi, rampy, a nawet komponenty przedniej części kadłuba i kabiny pilotów oraz wiązki elektryczne. Aby zdobyć zamówienia armii, Airbus specjalnie zdecydował się  uzbroić Orlika w podstawową broń pokładową. Powszechnie wiadomo, że wojsko potrzebuje niedrogiego sprzętu do dozorowania rozległych terenów i prowadzenia operacji nieregularnych. "Orlik jest przygotowany konstrukcyjnie do przenoszenia broni" - stwierdził wiceprezes AD&S Okęcie Władysław Skorski. Ponadto, producent Orlika zamierza również zaproponować maszynę poszukującym samolotu szkoleniowego Hiszpanom. Obecnie trwają prace modernizacyjne.

 

Mimo licznych ofert z zagranicy wojsko faworyzuje jednak producentów krajowych. W grudniu 2013 szef inspektoratu uzbrojenia gen. Sławomir Szczepaniak podpisał opiewający na blisko 700 mln zł kontrakt z należącym do Huty Stalowa Wola Jelczem. Polski producent ciężarówek zobowiązał się dostarczyć armii 900 pojazdów. Z kolei z polskim konsorcjum stoczniowym zawarto kontrakty na budowę niszczycieli (Kormoran) i okrętów patrolowych (Ślązak). Resort obrony negocjuje również z niemiecką spółką MTU zakup licencji na nowe technologie silników. Mają być one wdrażane nad Wisłą przez centrum produkcji wojskowych napędów kierowane przez Wojskowe Zakłady motoryzacyjne w Poznaniu.

 

Obecnie w decydującą fazę wszedł wart 8 mld przetarg na zakup helikopterów. Biorą w nim udział zarówno polscy, jak i zagraniczni producenci:  francusko – niemiecki  Airbus Helicopters ( d. Eurocopter), włosko- brytyjska AgustaWestland i amerykański Sikorsky Aircraft. Amerykanie oferuję maszynę Black Hawk, uważaną obecnie za zdecydowanego faworyta w tym wyścigu. "Oczekujemy, że śmigłowce będą produkowane w kraju" – zapowiada szef MON.

 

Co powyższe przykłady mają ze sobą wspólnego, poza tym, że dotyczą przemysłu obronnego? Co łączy Airbusa, firmy produkujące śmigłowce, Jelcza, stocznie oraz ewentualny zakup nowych rozwiązań licencyjnych dla silników. Otóż wszystko to oznacza kolejne inwestycje: w innowacje, wyposażenie a nawet budownictwo czy infrastrukturę. Wydany kapitał w tym sektorze rzadko oznacza jedynie prostą transakcję: pieniądze za towar. Zazwyczaj wiążą się z wieloletnimi kontraktami na budowę i serwisowanie wyposażenia sił zbrojnych, a co za tym idzie tworzenie zaplecza badawczego, szkoleniowego i szerzej społecznego dla poszczególnych projektów (szczególnym i chyba najlepiej znanym - chociaż akurat niezbyt dobrze zrealizowanym - przykładem takich inwestycji był tzw. offset przy zakupie samolotów F16).

 

Dodajmy jeszcze, że niestety ze względu na polskie ograniczenia technologiczne, większa część zamówień wciąż musi być realizowana za granicą. Obecnie inwestycję w marynarkę wojenną trafiają w dużej mierze do Francuzów. Za najlepszego potencjonalnego dostawcę floty uważa się koncern z nad Sekwany DCNS. MON zamierza wyposażyć morskie siły zbrojne w 17 nowych jednostek pływających oraz 3 nowe okręty podwodne, które najprawdopodobniej zostaną wyposażone w pociski manewrujące. "Co do możliwości wyposażenia okrętów podwodnych w pociski manewrujące to uważamy, że jest to absolutnie celowe i że taki wybór pozwoliłby na pozyskanie przez Polskę broni odstraszania o bardzo dużej skuteczności" – mówi Alan Fourgeron, prezez DCNS. "My jako koncern przemysłowy zajmujemy się projektowaniem, budową okrętów i systemów uzbrojenia. Mamy wolę pomocy Polsce w pozyskaniu takiego systemu, jeśli będzie też wola polityczna ze strony polskich władz" - dodaje.

 

Pomimo to perspektywy wyjścia poza konieczność zakupu gotowych rozwiązań zagranicą, a więc transferu nowych technologii i realizacji inwestycji przez krajowych producentów, są dość obiecujące. Polska negocjuje obecnie wejście do EADS - największego europejskiego koncernu lotniczego. Do EADS należy obecnie krajowa spółka PZL Okęcie. Natomiast Fabrice Lievin, wiceprezes EADS, powiedział Biznes Gazecie Prawnej, że w ramach strategii na 2014 r. Polska figuruje jako jeden z 5 najważniejszych rynków koncernu. "Powinniśmy mocniej włączyć się w struktury konsolidacji europejskiego przemysłu obronnego. Zacieśnianie w ramach Unii współpracy wojskowej będzie wymagało stworzenia solidnej bazy przemysłowej, by sprostać nowym wyzwaniom w zakresie uzbrojenia. Nie możemy pozostawać poza tym procesem" - przekonuje zaś Paweł Soroka, szef Polskiego Lobby Przemysłowego. Dołączenie do EADS wiązało by się z wniesieniem udziałów w firmach zbrojeniowych w zamian za akcje koncernu. Jednakże Soroka jest tego samego zdania co Wilk i uważa, że państwo powinno kontrolować większość sektora zbrojeniowego.

 

 

Mimo wszystko warto

 

Inwestycje w branżę zbrojeniową, głównie ze strony państwa, oraz inwestycje dokonywane przez firmy przemysłu obronnego przynoszą zyski w postaci realnych dochodów a także, co często jest mniej uchwytne, nowych technologii. Niekiedy sytuacja zewnętrzna zmusza do radykalnych kroków, ale zazwyczaj, z czasem, okazuje się, że rozwiązania takie po prostu się opłacają. Po bolesnej restrukturyzacji na prostą wyszły wreszcie pancerne zakłady Bumar Łabędy. Spółka z Gliwic, zdoławszy odbić się od dna dzięki remontom czołgów Twardy, będzie odgrywała wiodącą rolę w programie modernizacyjnym 128 używanych przez armię leopardów 2A4. Zakłady Mechaniczne Tarnów, chociaż w tym roku nie doczekały się znaczących zamówień, otrzymały znaczącą dotację unijną na budowę bazy badawczej. Dwuznaczna jest sytuacja radomskiego Łucznika. Mimo, że zakłady zakończyły właśnie budowę nowej fabryk i broni strzeleckiej, resort obrony nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, co do produkcji najnowszych, modułowych karabinów MSBS, których nowopowstała fabryka miała być głównym dostawcą. Z kolei Belma z Bydgoszczy nie przestaje zarabiać na regularnych kontraktach na dostawy min.

 

Koniec polskiej misji w Afganistanie uderzył w dotychczasowego lidera amunicyjnej grupy kapitałowej w PHO – Zakłady Metalowe "DEZAMET". Spółka musiała zwolnić dużą część pracowników. Lepiej mają się pancerne zakłady PHO ze Śląska, które obecnie pracują nad bojowym pojazdem piechoty, czyli modułowym wozem wsparcia bezpośredniego. Również Przemysłowe Centrum Optoelektroniki odegra kluczową rolę w konsorcjach projektujących nowy transporter opancerzony i wieżę bezzałogową. Jeśli chodzi o wyposażenie indywidualnych żołnierzy, zakłady PHO będą je wytwarzać w ramach wartego miliardy złotych programu Tytan. Warto wspomnieć, że nie chodzi tu o standardowy sprzęt, lecz o supernowoczesny, naszpikowany elektroniką ekwipunek rodem z filmu science-fiction.

 

Tym bardziej warto raz jeszcze zwrócić uwagę na priorytet w planach MONu na rok 2014, czyli na inwestycje w nowe technologie. Na przykład, na elektroniczne systemy dowodzenia i wsparcia operacji wojskowych resort obrony zamierza wydać ponad 400 mln zł. Po bólach restrukturyzacji i załamania się niektórych kierunków eksportu, rozwinięcie krajowej myśli technicznej może okazać się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę i najbardziej perspektywiczną decyzją w dziejach nie tylko sektora militarnego, ale polskiej gospodarki w ogóle.

 

*                 *                 *

 

Współpraca z przemysłem obronnym daje niezliczone możliwości polskim przedsiębiorcom, działającym w wielu różnych branżach. Bo tak naprawdę nie chodzi tu wcale o armię jako taką, lecz o biznes oraz inwestycje a często i o promocję (ale to już nie moja działka. Z drugiej strony, artykuł o promocji w przemyśle obronnym byłby niewątpliwie bardzo ciekawy). Sektor obronny jest niestety często mitologizowany. Oczywiście, część spraw go dotyczących odbywa się "pod specjalnym nadzorem" z przyczyn oczywistych, jednak inwestycje z nim związane traktowane powinny być tak samo, jak każde inne. Tym bardziej, gdy tak naprawdę potencjalnie dotyczą nas wszystkich. Chyba każdy dzisiaj wie, że Internet na początku był projektem wojskowym a pierwszym jego inwestorem była armia amerykańska?

 

 

Źródła:

 

Rzeczpospolita

http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/763276,mon-kupuje-smiglowce-producenci-walcza-o-kontrakt-dla-armii.html 

http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/731041,francuzi-chca-rozbudowac-polska-marynarke-wojenna.html 

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/706203,1075751-Przyszloroczne-inwestycje-modernizacyjne-w--armii-beda-kosztowac-8-mld-zl-.html?p=2 

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/706203,1087982-Rakietowe-technologie-z-USA-dla-zbrojeniowki.html