Budowanie społeczności i znajdowanie współpracowników. Część 2.

 Mariusz Mol     25 maja 2015 04:03

W jaki sposób zbudować społeczność (w domyśle: internetową) wokół jakiegoś projektu? To pytanie bardzo często zadają sobie przedsiębiorcy a wśród nich start-upowcy, marketingowcy, ale również działacze społeczni i politycy. W pierwszej części tego wpisu, w zeszłym tygodniu, zająłem się skutecznością znajdywania odpowiednich współpracowników i zaproponowałem pewną metodę służącą osiągnięciu tego celu. Zaznaczyłem także, że obie te sprawy, czyli właśnie szukanie współpracowników oraz kreowanie społeczności mają, wbrew pozorom, całkiem wiele wspólnego. Przyszedł zatem czas, żeby rozwinąć ten temat i wskazać na owe podobieństwo oraz naturalnie omówić kilka kwestii z tym związanych.

Zanim przejdziemy do meritum, musze pokrótce rozprawić się z fałszywym a dość powszechnym poglądem, jakby większe społeczności w sieci budowane były tylko oddolnie. Czyli powstaje jakaś strona, czy forum, które tworzy grupa ludzi lub nawet jednostka, ta inicjatywa przyciąga kolejne osoby o podobnych zainteresowaniach i w ten sposób kształtuje się jakaś większa "wspólnota". Rzeczywiście tak bywa, ale ten spontaniczny ruch oddolny, to tylko mniejsza część dzisiejszego Internetu. Brutalna prawda jest taka, że większość najbardziej licznych i wpływowych społeczności tworzonych jest odgórnie, przy użyciu marketingu a co za tym idzie środków finansowych i struktur organizacyjnych, np. korporacji. Nazwy takie jak "media społecnzościowe" czy "sieć społecznościowa" już dawno przestały być synonimem spontaniczności a stały się po prostu kreacją specjalistów od marketingu internetowego. Naturalnie nie zawsze dobry marketing i zaangażowanie odpowiednich funduszy wystarczą. Sam pomysł musi trafić jeszcze na w miarę podatny grunt i spotkać się z akceptacją użytkowników, ale te dwa pierwsze czynniki w dużej mierze przesądzają o powodzeniu zbudowania danej społeczności, podczas gdy ostatni, jeśli jest ich pozbawiony, sprawdza się tylko czasami. To już jednak inna sprawa.

Wracając do tematu przewodniego, zwróćmy uwagę na coś oczywistego: każda społeczność potrzebuje animatora oraz lidera. Często te dwie funkcje łączy jedna osoba, tym niemniej nie jest to konieczne. Animator to ktoś, kto ożywia społeczność, inicjuje jej działalność (np. wywołując i uczestnicząc w dyskusjach), podczas gdy lider wyznacza kierunki, przewodzi a przede wszystkim zarządza, bardziej lub mniej otwarcie, całą społecznością. Obie funkcje są nieformalne i często nieuświadomione, zwłaszcza w przypadku tworów oddolnych i spontanicznych. W przypadku, który umawiamy, czyli świadomym budowaniu większej grupy, która gromadzi się wokół jakieś inicjatywy, zarówno animatora, jak i lidera trzeba wskazać czy wyznaczyć, z góry przesądzić kto jaką funkcję będzie odgrywał. To sprawa pierwsza. (Żeby nie było wątpliwości, nie trzeba używać takich nazw, które ja tu wprowadziłem - to jedynie moja inwencja, chociaż uważam, że dobrze oddają rzeczywistość.) Mając wyznaczonego lidera i animatora, warto ustalić dalszy plan działań i przejść do jego kolejnego etapu.

Drugim krokiem będzie prototyp. Społeczności nie powinno się budować wokół "niewidzialnego projektu". Niewidzialnego, czyli takiego, którego przejawy trudno dostrzec. Dla przykładu, nawet najciekawiej zapowiadająca się strona musi mieć jakąś wartościową treść, nawet najlepiej rokująca aplikacja powinna mieć swój prototyp itp. Społeczność budujemy wokół czegoś namacalnego. Wszystko to przypomina nieco poszukiwanie inwestora. Warto mieć prototyp, biznesplan oraz ludzi, którzy dają szansę na jego realizację. Prototyp czyli w tym wypadku treść projektu, biznesplan to działania, o jakich piszemy, no a ludzie to właśnie animator oraz lider. Wyszła mi z tego dygresja, ale wydaje mi się, że naprawdę ciekawa w tym kontekście.  

Po trzecie, gdy projekt można już w jakiś sposób zobaczyć, powinniśmy go rozreklamować. Czyli marketing. Im lepiej będzie wypromowany, tym większa szansa na sukces. Proste i niewiele więcej można tu napisać. Po czwarte, trzeba stworzyć zalążek społeczności. W przypadku forum dyskusyjnego będzie to założenie kilku(-nastu, -dziesięciu, -set - w zależności do wielkości projektu) tematów i napisaniu odpowiedniej liczby odpowiedzi. Tak, aby odwiedzające je nowe osoby dostrzegły, że tu już coś się dzieje. Inny przykład. Aplikacja powinna mieć kilkudziesięciu - kilkuset użytkowników i testerów (np. w wersji beta), nawet jeśli nie będą oni prawdziwi. Mało kto zechce ściągnąć i zainstalować coś jako pierwszy, gdy widzi, że nikt do tej pory się danym programem nie zainteresował. Po piąte, gdy pojawią się jacyś użytkownicy z zewnątrz (realni), wówczas należy ich "dopieszczać", czyli robić wszystko, aby pozostali i zachęcili innych do projektu. Jak to zrobić? Przeznaczyć dla nich wystarczająco dużo czasu, dyskutować z nimi, odpowiadać na pytania, oferować pomoc, generalnie poświęcać im wiele uwagi.

Punkty od pierwszego do piątego są dość intuicyjne. To tak naprawdę ABC kreowania społeczności. W wielu wypadkach wystarczy w taki właśnie sposób postępować, aby stworzyć jakąś tam grupę "fanów" danej inicjatywy. Niestety w dzisiejszych czasach, gdy istnieje kilkadziesiąt miliardów stron projektów, a na jednego użytkownika sieci przypada po kilkanaście stron internetowych, przebić się nie jest łatwo. Konkurencja jest mocna i trzeba naprawdę się postarać, aby społeczność, którą chcemy wykreować, była wystarczająco atrakcyjna, czyli miała dużą siłę przyciągania. Wówczas potrzebne jest coś jeszcze. To "coś", to jakość oraz konsekwencja.

Większość osób, które skarżyły mi się, że nie udało im się stworzyć społeczności mimo dużego zaangażowania, popełniła zasadniczy błąd. Postępując według wyżej opisanego 5-punktowego planu nie była w stanie znaleźć profesjonalnych animatorów, zaoferować atrakcyjnej treści oraz przeprowadzić skutecznej kampanii promocyjnej. Tutaj pieniądze nie grają głównej roli, chociaż są niezbędne. Wspomniana wyżej jakość potrzebuje również zasobów ludzkich, a o tych nie zawsze decyduje czynnik finansowy. Poza tym, nie ma się co łudzić, że cel uda się osiągnąć w ciągu miesiąca, dwóch czy nawet roku. Bywa i tak, ale jednak trzeba się nastawić na działania długofalowe i realniejszą perspektywę, np. trzyletnią. W tym czasie konieczna będzie również wspomniana konsekwencja. Uczy nas ona, iż nie można zaniedbywać budowy społeczności, tylko ciągle usiłować ją stworzyć, nawet jeśli przez dłuższy czas brak rzeczywistych rezultatów.

I tu dochodzimy do tego istotnego spoiwa, które łączy niniejszy wpis z tym poprzednim. To dlatego w tytule tamtego napisałem, że jest częścią pierwszą a dzisiaj zaznaczyłem, że mamy do czynienia z częścią drugą. Kluczowe hasło powyższego akapitu to "zasoby ludzkie". Musimy mieć odpowiednich ludzi do realizacji przedsięwzięć. To właśnie ludzie są kluczem do sukcesu. Pomijam tu nieliczne przypadki, gdy zaawansowany projekt zrealizowany został przez jedną osobę. To się zdarza, ale bardzo rzadko i dobrze się prezentuje na hollywoodzkich filmach oraz pogadankach motywacyjnych, jednak w życiu jest mało realne a często nieefektywne. (Zadajcie sobie drodzy Czytelnicy pytanie: ile wartościowych projektów NIE zostało zrealizowanych dlatego, że ich twórca upierał się, aby nie angażować nikogo innego poza nim samym). A zatem: do każdego przedsięwzięcia, a w szczególności do budowy społeczności potrzebujemy ludzi. Potrzebujemy współpracowników. O tym, w jaki sposób ich znaleźć napisałem poprzednio.

Społeczność internetowa jest wartością sama w sobie. Jest doskonałym narzędziem marketingu, ale jest też często tego marketingu wytworem. Nie uda się jej zbudować, nie angażując w ten proces kompetentnych ludzi. Szukając ich warto zwracać uwagę na ich umiejętności interpersonalne, inteligencje emocjonalną oraz oczywiście zdolność do zaangażowania się - co jest jedną z ważniejszych cech dobrych współpracowników. Prostego i niezawodnego przepisu na stworzenie społeczności nie ma. Jest jednak skuteczny i sprawdzony, zamieszczony wyżej, plan. Plan trudny, ale możliwy w realizacji. Jego filarem są właśnie zasoby ludzkie (określenie popularne wśród HRowców, którego sam zresztą nie lubię).

 Komentarze

 Weronika Łazowicz     29 maja 2015 17:46

Dawniej łatwiej było zbudować społeczność, ale dzisiaj jest już taka konkurencja, że to rzeczywiście może potrwać rok i więcej niestety.

 Irex     29 maja 2015 17:45

Wielu ludzi zatrudnia za grosze studentów do pisania jednozdaniowych komentarzy na FB i nazywa to budowaniem społeczności. Aż żal na to patrzeć.

 Leszek Zawiłowski     29 maja 2015 17:43

Uważam, że zarówno lider, jak i animator powinni oficjalnie sprawować te stanowiska w społeczności. Inaczej trudno im będzie zbudować autorytet, rozstrzygać co brutalniejsze konflikty, itp.

 Maja Korsak     29 maja 2015 17:42

Zgadzam się, że wiele osób narzeka, że społeczność nie powstaje, a nie kwapi się, aby poświęcić solidniejszy fundusz na promocję. A potem wielkie zdziwienie...


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze