Być i mieć. Biznes a hobby

 Ania L.     21 października 2014 15:26

Nie, nie będzie filozoficznie, jak mogłaby to sugerować pierwsza część tematu, tylko praktycznie i to do bólu. No może pozwolę sobie na kilka wtrętów teoretycznych i nieco bardziej abstrakcyjnych, ale i je postaram się ograniczyć. Mój kolega z sąsiedniego blogu znowu mnie zainspirował swoim niedawnym wpisem. Tym razem zajął się kwestiami prawnymi, o czym ja pisać oczywiście nie będę. Przy okazji jednak wspomniał o czymś, co bardzo mnie interesuje, a mianowicie o tym, w jaki sposób ludzie na swoich pasjach zarabiają. (W tym kontekście zachęcam wszystkich mocno do zapoznania się z wpisem Marka Kotelskiego: Indywidualnie, korporacyjnie, za granicą, na czarno. Podatki od reklamy internetowej). Wydaje mi się, że warto napisać kilka słów na ten temat.

Należę do osób, które uważają, że najlepiej łączyć swoje hobby z pracą zawodową. Przynosi to ogromną satysfakcję, powoduje poczucie spełnienia w życiu, czego chyba większość rozsądnych osób pożąda. To dlatego mówi się o najlepszych lekarzach czy nauczycielach, jako tych z powołania. I odwrotnie, to dlatego mówi się, że ktoś wykonuje swoją pracę jakby z przymusu, nie wkłada w nią serca. Ktoś, kto kocha zwierzęta oraz naprawdę interesuje się ich życiem, będzie dobrym weterynarzem, badaczem przyrody czy nawet pracownikiem instytucji lub organizacji ekologicznych a raczej ciężko może być mu odnaleźć się w korporacji finansowej. Dla kogoś, kto z kolei jest pasjonatem giełdy, taka praca może być wymarzona. Te banalne przykłady ukazują oczywistą prawdę: najlepiej robić coś, co się lubi. Owszem, nie zawsze jest to możliwe, ale jednak w większości wypadków realne. Przynajmniej w dzisiejszym świecie i na naszej szerokości geograficznej.

Czy sukces finansowy idzie w parze z zawodową realizacją swoich pasji? Tu już nie ma takiej prostej zależności, jak powyżej w przypadku satysfakcji z pracy. Krótko mówiąc, różnie bywa. Wiele osób, szczerze zainteresowanych i zaangażowanych w swoją pracę, prawdziwych fascynatów (Słownik Języka Polskiego dopuszcza to słowo!), nie osiąga z tego tytułu znacznych korzyści finansowych. Łatwo sobie, na przykład wyobrazić naukowca reprezentującego jakąś niszową dziedzinę wiedzy, powiedzmy znawcę starożytnego i dawno martwego języka, pracującego w państwowym instytucie badawczym, czy aktywnego entuzjastę i znawcę kawy, zatrudnionego jako sprzedawca w sklepie z tym właśnie towarem. Obaj, pomimo niewątpliwie ogromnej wiedzy czy praktyki w tym, co stanowi ich prawdziwe hobby, nie są wcale skazani na sukces finansowy. Przeciwnie, ich dochody mogą oscylować wokół średniej krajowej a nawet poniżej tego progu (to też kwestie indywidualne, bo jednak trudno porównywać wybitnego naukowca z nawet najbardziej wyrafinowanym kawoszem). Ale też, co niemniej ważne, dla takich ludzi często sukces finansowy autentycznie nie ma znaczenia. Poświęcając się prawie całkowicie swojej pasji, czują się spełnieni, zadowalając się skromną stopą życiową.

Obiecałam, że nie będzie filozoficznie a tu trochę takim teoretyzowaniem powiało. Niektórzy czytelnicy pewnie zaczęli się zastanawiać, co to wszystko ma wspólnego z pozyskiwaniem inwestorów, biznesem czy chociażby tym, o czym pisał Marek na swoim blogu. Już odpowiadam. Chodzi właśnie o ową słynną, moim zdaniem fałszywą, alternatywę "być czy mieć". Nie zgadzam się z tak z postawionym problemem i formułuję go inaczej: "być i mieć". A zatem realizować swoje pasje w życiu zawodowym i przy okazji dobrze na tym zarabiać. Oba warunki muszą być spełnione. Kto powiedział, że jest to niemożliwe? To nie grecka tragedia, gdzie każdy wybór jest w jakimś sensie fatalny. To nie decyzja, które zło jest mniejsze, czy konieczność zrezygnowania z czegoś ważnego na rzecz czegoś ważniejszego. W tym wypadku można prawie idealnie pogodzić obie te wartości.

Doświadczenie podpowiada mi, że wśród start-upów, które odniosły sukces, znaczny procent stanowią te, których założyciele są rzeczywistymi pasjonatami tego, co robią. Dzieje się tak, ponieważ pasja sprzyja biznesowi. Potencjalni i rzeczywiści klienci mają większe zaufanie do sprzedawców i usługodawców, dla których działalność zawodowa jest prawdziwym hobby. Nie mówiąc już o czymś tak oczywistym, jak fakt, iż takie osoby świadczą swoje usługi na wyższym poziomie w stosunku do przeciętnego w danej branży, a ich towary charakteryzują się wyższą jakością. Owa jakość jest właśnie tym, co zazwyczaj stanowi prawdziwy atut hobbystów-biznesmenów. Jeśli dodać do niej odpowiedni marketing i konkurencyjną cenę, wówczas sukces jest niemal pewny. Pasjonat bowiem to także ekspert na danym polu. A prawie każdy chce zwrócić się do kogoś, kto się zna na tym, czego on akurat potrzebuje, do prawdziwego eksperta, niezależnie od tego, czy chodzi o wybór samochodu, kupno młotka czy organizację przyjęcia weselnego. (Oczywiście w zależności od wielkości i powagi zakupu, w różny sposób oceniamy użyteczność poszczególnych dóbr i usług a co za tym idzie, różne oczekiwania mamy wobec ekspertów: np. ważniejsze jest dla nas kupno dobrego samochodu niż młotka, bo samochód jest droższy i dużo od niego zależy; ale czy ważniejsze jest już kupno samochodu niż organizacja przyjęcia weselnego - to już mam wątpliwości, zakładając nawet, że samochód jest droższy... Być może pasjonat organizator przyjęć weselnych jest dla niektórych ważniejszy, niż hobbysta motoryzacji pracujący w salonie z autami).

Z tekstu, który napisał Marek u siebie na blogu wynika, że pasjonaci prowadzący wartościowe (chętnie czytane przez innych) serwisy internetowe, w szczególności blogi i fora dyskusyjne, zarabiają na reklamach umieszczanych na tych stronach. Coś tak oczywistego doskonale obrazuje to, co ja chciałam przekazać. Pasja łączy się z biznesem. Można na niej zarobić. I to nie wyłącznie w sposób opisany przez mojego kolegę, to w końcu tylko jedna z wielu możliwości. Bloger poza reklamami może zostać zatrudniony w wydawnictwie, gdzie będzie pisał teksty o tym, co go interesuje w zamian za wynagrodzenie (patrz przykład mój i właśnie Marka). Sposobności do zarobku jest naprawdę dużo, a w tej chwili zajmujemy się przecież jedynie małym wycinkiem rzeczywistości, czyli tworzeniem treści w sieci (blogi) i organizowaniem społeczności (fora). A gdzie pozostałe pasje? Jest ich całe mnóstwo, podobnie jak możliwości ich przekucia w biznes i zmonetyzowania.

Gorąco zachęcam do przemyślenia tej kwestii. Jeśli chcesz założyć swoje przedsiębiorstwo, jeśli chcesz prowadzić działalność gospodarczą, jeśli zastanawiasz się nad start-upem, warto, aby przedmiotem tej aktywności było coś, co naprawdę lubisz. Coś, czym się interesujesz, o czym myślisz w wolnych chwilach, na temat czego pogłębiasz swoją wiedzę i co praktykujesz. Coś, co cię rozwija. (Tak pół żartem pół serio, to mój kolega złośliwie zauważył kiedyś, że to właśnie między innymi dlatego branża filmów i zdjęć pornograficznych tak dynamicznie się rozwijała i nadal rozwija. Nie ma wątpliwości, że i tam są liczni pasjonaci, chociaż naturalnie klientów także nie brakuje...) Wtedy nawet jeśli na początku trudno ci będzie się przebić, a nawet jeśli zbankrutujesz, wówczas i tak łatwiej ci przyjdzie pogodzenie się z tą sytuacją i motywacja, aby spróbować raz jeszcze, niż gdybyś miał robić coś, czego nie lubisz i co cię nudzi. Realizować swoje pasje i na tym zarabiać, to moim zdaniem szczyt rozwoju zawodowego. Szkoda, że tak stosunkowo niewiele osób go osiąga.

 Komentarze

 Dawid Owczarek     29 października 2014 22:23

Piłka nożna to moja pasja, dzięki której cały czas czerpie radość z życia. Niestety ciężko jest mi wymyślić jakikolwiek biznes, który mógłbym stworzyć, w połączeniu z moją pasją. To znaczy mam kilka pomysłów, ale wszystkie wymagają naprawdę dużych nakładów finansowych, których nie posiadam. Łatwo jest mówić o realizacji swojej pasji i czerpaniu z tego zysków, jednak prowadzenie działalności jest w gruncie rzeczy kosztowne. Często słyszę od znajomych, którzy mają swoje firmy, że przez pierwsze miesiące nic nie zarabiali, a często musieli dokładać do działalności. Mając na utrzymaniu rodzinę nie mogę pozwolić sobie na taką sytuację, niestety...

 Martyna Waclawek     29 października 2014 22:19

Zgadzam się, że bycie pasjonatem może przysłonić nam rzeczywistość i skomplikować tworzenie dobrego biznesu, jednak na wszystko można znaleźć lekarstwo. Moim zdaniem dobrym pomysłem jest tworzenie działalności wraz z wspólnikiem lub wspólnikami, którzy albo dzielą nasze pasję albo są specjalistami w dziedzinie prowadzenia i zarządzania biznesem. To na pewno pomoże i zapewni lepsze funkcjonowanie całej działalności gospodarczej. Poza tym dwie lub więcej osób, to zazwyczaj gwarancja większej ilości pomysłów. No i najważniejsze: nawet jeśli się z kimś nie zgadzamy, to zawsze trzeba wysłuchać dobrej rady!

 Anna Kalińska     29 października 2014 22:14

Oczywiście są takie dziedziny, na których trudniej zarobić, z których ciężej zrobić biznes, jednak moim zdaniem ,,dla chcącego nic trudnego. Zadanie może wydawać się niełatwe, jednak jak zauważyła autorka tekstu, mając pasję, która jest realizowana i jednocześnie przekuwana w biznes istnieje duża szansa powodzenia.

 Dorotka z Oz     29 października 2014 16:30

Problem polega na tym, że trudno jest dostosować własne zainteresowania do rynku, a to czasami jest trudne. Lubię rysować, ale nie wiem, w jaki sposób miałabym zrobić z tego biznes, może rysując portrety na Starówce? Obecnie pracuję w przedszkolu, gdzie nie realizuję swojej pasji, ale nie narzekam, bo z dziećmi bywa bardzo zabawnie :)

 Karolina Barczewska     29 października 2014 16:25

Jest jedna ogromna wada robienia biznesu z naszej pasji. Przedsiębiorca, który jest pasjonatem, kompletnie traci dystans do tego, czym sam się zajmuje. Zdolny muzyk niekoniecznie sprawdzi się jako sprzedawca instrumentów muzycznych. Może zarzucać klientów zbędnymi technicznymi szczegółami i nie będzie potrafił wczuć się w sytuację laika. W ten sposób tylko onieśmieli klientów - amatorów.

 Amanda     29 października 2014 16:20

Osoba, która kocha zwierzęta, może świetnie odnaleźć się w korporacji wbrew pozorom. Może nawet wpłynąć na politykę firmę, np. w zakresie produktów testowanych na zwierzętach. Ponadto, przecież ekologia sama w sobie stanowi biznes i można na niej zarabiać nie wyzbywając się swoich ideałów.

 Witold Chwedoruk     29 października 2014 16:17

Wszystko pięknie, tylko nie zawsze jest zapotrzebowanie akurat na zawód, który wiąże się z naszymi zainteresowaniami. Np. jeśli lubię wędkować, to nie koniecznie dałbym radę się z tego utrzymać.


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze