Co to znaczy być coachem biznesowym / trenerem rozwoju osobistego?

 Mariusz Mol     14 stycznia 2015 20:08

To pytanie, które rozmaite osoby stawiają mi bardzo często, gdy tylko dowiedzą się o mojej profesji.  Pojawia się ono również w trakcie otwartych spotkań, np. ze studentami. W internecie można znaleźć wiele odpowiedzi, często zresztą zupełnie nieprawdziwych albo wykluczających się, liczne wyjaśnienia tego fenomenu oraz definicje. Wczoraj to pytanie zadał mi 10-letni syn mojej siostry. Myślę, że odpowiedź, jakiej, po głębszym zastanowieniu się, mu udzieliłem, dobrze pasuje również na ten blog. Dzisiaj więc będzie nieco filozofowania, ale w dobrym znaczeniu tego słowa.

Coach to zarazem trener, nauczyciel, przewodnik, ale także wymagający i skłaniający do refleksji partner w poznawaniu oraz ulepszaniu samego siebie. Tak brzmi moja własna definicja. (W tekście używam zamiennie tych określeń). Na czym polega w praktyce działanie takiej osoby? Na to pytanie każdy coach musi odpowiedzieć sobie sam. Bo chociaż istnieje pewna wąska grupa uniwersalnych wskazówek, którymi w zasadzie wszyscy trenerzy powinni się kierować, to tak naprawdę każdy z nich wypracowuje własny sposób nauczania i styl. Naturalnie jest wiele szkół, czy może lepiej powiedzieć trendów w coachingu. Jednak każdy nauczyciel ma bardzo wiele swobody w kształtowaniu swojego własnego podejścia.

Tak, taką właśnie odpowiedź (oczywiście słowa zostały dostosowane do poziomu inteligentnego 10-latka) usłyszał mój siostrzeniec. Następnie wyjaśniłem mu czym ja się kieruję w swojej pracy. Zanim jednak o tym napiszę, może kilka zdań wyjaśnienia kim coach na pewno nie jest i być nie powinien, a co całkiem sporo różnych ludzi uważa za jego "naturalną" kompetencję.

Zdecydowanie coach nie jest psychiatrą ani psychologiem klinicznym. Nawet jeśli ma odpowiednie kwalifikacje, tj. skończone studia medyczne i zrobioną specjalizację psychiatryczną czy studia psychologiczne o specjalizacji psychologia kliniczna, nawet gdy obronił doktorat i pracował w zawodzie. Coaching i psychiatria / psychologia kliniczna (zdaję sobie sprawę z różnicy między tymi dwiema dziedzinami, w tym momencie utożsamiam jej jednak) to po prostu dwie zupełnie różne dziedziny. Dotyczą innego rodzaju problemów, stosują odmienne metody, mają różne cele, nie są skierowane są do tych samych osób. Bez wątpienia, w jakimś stopniu się zazębiają, ale w mniejszym, niż wielu mogłoby się wydawać. Coach, jeśli nabierze poważnych wątpliwości co do zdrowia psychicznego swojego podopiecznego, powinien natychmiast skierować go do specjalisty, aby ten postawił profesjonalną diagnozę. Miałem okazję kilka razy w karierze spotkać osoby, które przyszły do mnie na coaching, a które wymagały pomocy medycznej i/lub psychologicznej, np. z powodu ciężkiej depresji, fobii społecznej a raz nawet schizofrenii . Takie problemy jednak wychodzą bardzo szybko, najczęściej na pierwszym (wstępnym) spotkaniu, najpóźniej w trakcie kolejnego. Uczulam w tym miejscu początkujących trenerów, aby nigdy nie lekceważyli "dziwnego" zachowania klienta, jeśli ma ono charakter regularny.

Coach nie jest także mistrzem, czy mentorem (w rozumieniu relacji uczeń - mistrz). Trening rozwoju osobistego oraz coaching biznesowy zakładają duży, choć nie całkowity, stopień partnerstwa między szkolonym a prowadzącym szkolenie. Bo coaching to jest właśnie specyficzny rodzaj szkolenia - chociaż wiele osób z tym się nie zgadza - dzięki któremu uczący się zdobywa bardzo cenną wiedzę: o samym sobie oraz o pokonywaniu swoich słabości, stawaniu się coraz lepszym: mądrzejszym, bardziej kompetentnym, rozwiniętym zawodowo i społecznie.

Na pewno coach nie jest ojcem, który traktować będzie klienta jak swoje dziecko, w sposób przesadnie wyrozumiały i emocjonalny. Ale tym bardziej nie jest matką, która poprowadzi za rękę przez wszystkie trudności, nie pozwalając na samodzielne ich pokonanie. Zaskakujące jest dla mnie, jak wiele osób w trakcie treningu ze mną zaczyna oczekiwać matczynej czy ojcowskiej opieki, użalania się nad nimi, robienia za nich tego, co sami powinni zrobić, bycia przesadnie cierpliwym i wyrozumiałym. Nie tędy droga, nie o to tutaj chodzi. Jeśli zauważycie, a piszę teraz znowu do początkujących coachów, że klient zaczyna przejawiać wobec was takie podejście, natychmiast przywróćcie waszej relacji właściwą formę.

Mógłbym jeszcze napisać o kilku sprawach, których trener rozwoju osobistego powinien unikać, etyka zawodowa musi być bowiem dla coacha codziennością. Do takich spraw zaliczyłbym unikanie wchodzenia w relacje intymne z kursant(k)ami - może zresztą kiedyś poświęcę temu problemowi oddzielny wpis - póki co jednak, najważniejsze kwestie już poruszyłem.  Tak! O tym wszystkim również opowiedziałem siostrzeńcowi (dostosowując język wyjaśnień do możliwości jego percepcji).

A kim coach w takim razie jest czy raczej być powinien? Według mnie wzorem do naśladowania są greccy sofiści, czyli starożytni nauczyciele, których zadaniem było przygotowanie swoich uczniów do życia publicznego. Poza przekazywaną wiedzą z zakresu filozofii, retoryki czy polityki, uczyli ich pokonywać własne słabości, wskazywali drogi rozwoju a przede wszystkim poznania samego siebie. Słynna maksyma delficka "Poznaj samego siebie" (γνῶθι σεαυτόν) jest chyba najlepszym mottem, jakie może przyjąć coach biznesowy czy trener rozwoju osobistego.

Moja metoda polega przede wszystkim na silnym zmotywowaniu ucznia poprzez racjonalne argumenty. Preferuję podejście analityczne, w którym każdy poważny problem rozkładamy na czynniki pierwsze i staramy się go logicznie rozwiązać. U mnie nie ma miejsca na hipnozy, trans, autoafirmacje - to wszystko jest najwyżej drobnym dodatkiem (chociaż osobiście uważam te metody za szarlatańskie). Jest konkretna i solidna wiedza, motywacja a przede wszystkim racjonalna dyskusja. Dzięki niej kursant sam dochodzi do słusznych z punktu widzenia swojego rozwoju (osobistego czy zawodowego) wniosków. A gdy już do nich dojdzie, wówczas sam czuje się trwale i dobrze zmotywowany. Proponuję mu wtedy odpowiednie dla niego ćwiczenia, zadania czy metody. Uczę go jak wyjść ze swojej strefy komfortu, niezależnie od tego, jak bardzo jest rozległa. Nie rzucam go jednak od razu nigdy na głęboką wodę, bo to najprostsza metoda, aby utonąć. Krok po kroku, ale konsekwentnie i systematycznie rozwiązujemy kolejne problemy, sprawiając, że każdy kolejny etap tej drogi, wiąże się z rzeczywistym i widocznym rozwojem.

Do tego wszystkiego muszę dodać, że sam również się uczę... Moim zdaniem, od każdej osoby, niezależnie od tego kim jest, można i warto czegoś się nauczyć. I to również przekazałem siostrzeńcowi. Od niego nauczyłem się na przykład, że odpowiedzi na każde pytanie należy udzielić w sposób taki, aby pytający, bez względu na swoje możliwości intelektualne, był w stanie ją zrozumieć, przynajmniej w pewnym stopniu.

Nie martwcie się, Drodzy Czytelnicy, ten tekst to tylko "wypadek przy pracy". A mówiąc zupełnie poważnie, taka druga część wstępu. Od kolejnego wpisu zajmę się już sprawami znacznie bardziej konkretnymi, czy może lepiej nazwać je uchwytnymi, dla zdecydowanej większości osób. 

 Komentarze

 Beti     15 stycznia 2015 17:45

Zainteresowanych ideą coachingu zachęcam do obejrzenia dwóch najnowszych fimów kinowych Whiplash i Foxcatcher. Nie dotyczą co prawda biznesu (jeden jest o muzyku, drugi o zapaśniku), ale przedstawiają coaching wraz z jego mrocznymi stronami, takimi jak uzależnienie psychiczne od coacha i utrata równowagi psychicznej.

 Julian Wiszniewski     15 stycznia 2015 17:45

Osobiście cieszę się, że istnieje taka mnogość szkół coachingu o zupełnie odrębnych metodologiach. W ten sposób każdy znajdzie coś dla siebie - nie każdemu przecież odpowiada męcząca u niektórych coachów ideologia pozytywnego myślenia na siłę.

 Agyness     15 stycznia 2015 08:00

Minęło mnóstwo czasu zanim zaczęłam kojarzyć coaching z biznesem. Wcześniej coach oznaczał dla mnie trenera piłki nożnej, którą od lat się pasjonuję.

 Kamila Filipowicz     15 stycznia 2015 07:00

Mnie coach zawsze kojarzył się z psychologiem, pewnie dlatego, że wielu moich znajomych z psychologii robi kursy coachingu i rozwoju osobistego. Drugim skojarzeniem jest oczywiści Ewa Chodakowska - wulkan motywacji oraz różni strażnicy diet :)

 Zbigniew Kroński     15 stycznia 2015 06:00

Myślę, że słynna brzydota Sokratesa obrażała poczucie piękna Greków ;) Z niecierpliwością czekam na bardziej praktyczny wpis, panie Mariuszu. Podoba mi się, że odwołuje się Pan do antyku, gdyż wcześniej miałem okazję wysłuchać interesującego wykładu na temat powiązań współczesnego coachingu i kalokagatii.

 Tomasz Jagielski     15 stycznia 2015 05:00

Coach jako sofista? Hmm, Sokrates krytykował sofistów za ich pewność siebie i własnej wiedzy. Stało to w jaskrawej sprzeczności z jego maksymą: "Wiem, że nic nie wiem." Jednak już w starożytnych Atenach taka postawa była uważana za demoralizację młodzieży, dlatego też filozofa ostatecznie skazano na śmierć.


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze