Gorączka wirtualnego złota. Wyprawa po kapitał część 1.

      28 kwietnia 2014 14:15

Od jakiegoś czasu miałam już taki zamiar (a dodatkowo zmobilizowały mnie Wasze komentarze), napiszę więc kilka słów na temat absolutnych podstaw poszukiwania inwestorów, czy szerzej: kapitału dla własnego projektu. Zacznę jednak nietypowo, od   bitcoina i pokrewnych cyberwalut. Z dwóch powodów. Po pierwsze, w kwietniu 2014 roku konsultowałam aż 6 projektów związanych z bitcoin, więc chciałabym się odnieść jakoś do tego zjawiska. Po drugie, poruszenie tego tematu przyda mi się zarówno w tym, jak i w kolejnych wpisach, gdy będę pisać o inwestycjach i operacjach finansowych dużego ryzyka.

Jak wiadomo cyberwaluty a zwłaszcza bitcoin ciągle rozpalają umysły, rośnie liczba start-upów i pozostałych przedsięwzięć, które koncentrują się wokół tej waluty - jeśli waluta to w ogóle można nazwać. O niej samej pisać nie będę, zaznaczę tylko, że idea oraz praktyka bitcoin generalnie bardzo mi się podobają. Możliwość posiadania i operowania alternatywną walutą, poza kontrolą jakiegokolwiek banku centralnego oraz wielkich finansowych pośredników, jest naprawdę dużą wartością. Ryzyko kursowe, bańki spekulacyjne i problemy prawne związane z btc uważam za cenę zdecydowanie wartą zapłacenia za wygodę i bezproblemowość korzystania z prostych, nielimitowanych i bezprowizyjnych płatności. Mój relatywnie duży zachwyt bitcoinem nie ma jednak wiele wspólnego z oceną wyrastających jak grzyby po deszczu firm, które na nim skupiają swoją działalność.

Najwięcej zastrzeżeń mam do rozmaitych giełd i pośredników oraz operatorów płatności. Jeśli firma produkuje sprzęt do kopania bit monet to nie ma sprawy. Jeśli przyjmuje niewielkie płatności w tej walucie również. Jeśli jednak prowadzi giełdę czy inny projekt inwestycyjny lub pośredniczy w płatnościach btc, wówczas nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że przy realnie możliwym mocnym załamaniu kursu, np. o 50%, większość takich firm z dnia na dzień zbankrutuje. Ryzyko kursowe dużych podmiotów, które ponad połowę swoich aktywów trzymają w wirtualnej walucie oraz posiadają w niej większość zobowiązań, jest zbyt duże. Wyobraźcie sobie taki scenariusz. Firma X pośredniczy w płatnościach btc. Pewnego dnia pobiera ona równowartość 105 tysięcy dolarów w btc od kupujących, z czego 100 tysięcy po aktualnym kursie ma przekazać dalszym podmiotom (na rzecz których została dokonana płatność) a 5 tysięcy to ich prowizja. Zazwyczaj transakcję przekazania tych środków realizuje kilka godzin później z własnych funduszy a wirtualną walutę sprzedaje w jeszcze dłuższym odstępie czasowym. Jednak w ciągu tych kilku godzin (co jest naprawdę realne) kurs btc spada o jedną dziesiątą i nie ma chętnych na skup dużej ilości wirtualnej waluty. W ciągu kolejnych dni kurs spada o 80% i nadal nie można jej upłynnić. Firma X ma zobowiązania wobec swoich klientów w btc po cenie kursu o kilkadziesiąt procent wyższym niż aktualny. Bankructwo i długi są niemal pewne. A ryzyko kursowe to tylko jeden z groźnych, ale możliwych scenariuszy. Drugim jest łamanie zabezpieczeń (włamania), przez które słynna giełda MtGox upadła. Być może pojawią się kolejne, np. nagła regulacja prawna i zdelegalizowanie btc w niektórych krajach (inna sprawa czy coś takiego byłoby skuteczne). Wszystko to może się odbić także na kursie bitcoin, więc jest to system naczyń połączonych. Nie zniechęcam tu oczywiście do zakładania firm stawiających na obrót wirtualnymi walutami i ich obsługę, ani do zaniechania korzystania z ich usług, ale apeluję o realne szacowanie ryzyka. Z drugiej strony, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana - w wersji optymistycznej, a w pesymistycznej w kozie nie siedzi.

Tym przydługawym wstępem zaczynam od opisania podstawowych czynności, jakie należy podjąć w celu próby pozyskania kapitału na realizację danego projektu czy na rozwój firmy. W praktyce zaś rozwój firmy również może być realizacją jakiegoś projektu lub opierać się na danym projekcie, np. warunkiem rozwoju firmy może być jego wdrożenie i uruchomienie, więc będę te cele utożsamiać w dalszej części wpisu. Zacznijmy może od tego, od czego na pewno nie warto zaczynać - jakby to zabawnie nie brzmiało - czyli od ryzykownych źródeł pozyskiwania kapitału, a do nich zaliczyłabym crowdfunding oraz wirtualną walutę. O tym pierwszym już pisałam [link], o tym drugim wspomniałam powyżej. Nawet start-up skupiający się w ten czy inny sposób na bitcoin, powinien zapewnić sobie "normalne" finansowanie na początku działalności, natomiast unikać pozyskiwania i gromadzenia większości kapitału w postaci btc.

Nie należy również zakładać, że wystarczy własny (ew. rodziny) mały, początkowy kapitał na wdrożenie i rozruch przedsięwzięcia, do czasu gdy to przedsięwzięcie zacznie przynosić rzeczywiste zyski. Nie warto angażować się również w krótkoterminowe pożyczki, "chwilówki" i inne wysoko oprocentowane kredyty z nadzieją, że je szybko spłacimy. Takie założenia są na ogół zbyt optymistyczne. Trzeba przyjąć, że generowanie zysków z naszego przedsięwzięcia z różnych przyczyn może się opóźnić a wysokie odsetki kredytów szybko trzeba będzie zacząć spłacać. Ten bardzo niebezpieczny model finansowania start-upów był i nadal jest przyczyną wielu bankructw. Zamiast niego należy wszystkie wydatki rozplanować w długoterminowej perspektywie, zostawiając sobie spory margines błędu, jeśli chodzi o opóźnienia w uzyskiwanych przyszłych przychodach oraz dodatkowo nieprzewidziane koszty. Innymi słowy, lepiej założyć, że nasza firma może zacząć przynosić zysk dopiero po roku a nie po 6 miesiącach, jak do tej pory bylibyśmy w stanie zakładać oraz że jej wydatki w tym czasie będą wynosić raczej 50, zamiast zakładanych 30 tysięcy. Takie ostrożne planowanie sprawdza się na ogół a zaskakująco wiele osób, które miało takie doświadczenia potwierdza, że owe ostrożne plany okazywały się niezwykle realne w perspektywie nawet kilku miesięcy. Znajomy powiedział mi niedawno, że początkowo założył wydatki swojej firmy w ciągu pierwszego roku funkcjonowania na poziomie 30% rzeczywistej ich wartości i dopiero po rozmowie ze mną urealnił je i podniósł je trzykrotnie. Rzeczywistość i tak jednak go "przelicytowała", ponieważ całościowe wydatki okazały się jeszcze o 10% większe. Mimo to łatwiej w razie czego znaleźć później te brakujące 10% niż 70% (jak by to miało miejsce w pierwotnej wersji jego planu). Otaczający nas świat udowadnia, że pesymistyczne a więc bardzo ostrożne szacunki okazują się tymi realistycznymi a czasem nawet optymistycznymi, zaś te optymistyczne po prostu nierealnymi.

Poszukiwanie kapitału dla projektu należy więc zacząć od przytomnego policzenia ile tak naprawdę tych pieniędzy potrzebujemy i na jak długo, czyli kiedy będziemy zarabiać już sami na siebie a w związku z tym będziemy w stanie spłacać ewentualne zobowiązania finansowe. To jest absolutna podstawa i bez wykonania tego kroku nie ma nawet co przechodzić do dalszych etapów tego procesu. Nawet jeśli nie planujemy w ogóle jakiegokolwiek kredytu a liczymy na znalezienie inwestora, to i tak musimy realnie być w stanie ocenić, ile kapitału od inwestora potrzebować będziemy. Podanie zbyt dużej kwoty wzbudzi bowiem zazwyczaj podejrzenia co do naszych intencji a zbyt małej co do naszej fachowości. Jak już wielokrotnie pisałam, inwestorzy nie są durniami i sami potrafią naprawdę dobrze liczyć. Gdy już mamy taki długofalowy plan potrzebnych wydatków, wówczas przychodzi właściwa faza poszukiwania kapitału, ale o niej będzie dopiero w kolejnym wpisie.

A póki co, udanej majówki! :)

 Komentarze

 Piotr Góralczyk     28 kwietnia 2014 21:09

Czy planuje Pani napisać artykuł o bitcoinie? Chętnie dowiedziałbym się więcej na temat tej cyberwaluty.

 Ada Wróblewska     28 kwietnia 2014 21:05

Start up mojego brata upadł właśnie przez to, że biedak zgrzeszył nadmiernym hurraoptymizem. Później się okazało, że problem zaczął się już na poziomie analizy finansowej biznesplanu. A mógł posłuchać dobrej rady siostry i zlecić do komuś :P Również życzę Ci udanej majówki, Aniu :)

 Olga Michalczyk     28 kwietnia 2014 21:00

Odnośnie bitcoina, to może się on okazać papierowym tygrysem. Wielka Brytania zamierza go opodatkować na zasadzie własności, a nie dochodu; a już gwoździem do jego trumny może być ewentualna decyzja chińskiego rządu o zbanowaniu bitmonety ;) Polecam zainteresowanym tematyką http://techcrunch.com/2014/04/27/bitcoin-slips-following-news-of-fresh-restrictions-in-china/


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze