Indywidualnie, korporacyjnie, za granicą, na czarno. Podatki od reklamy internetowej

 Marek Kotelski     02 października 2014 12:20

Początek października to dla wielu definitywny koniec sezonu urlopowego, dla innych rozpoczęcie roku akademickiego a dla jeszcze innych dobry powód, żeby narzekać na jesień, pogodę i w ogóle na wszystko. Ja traktuję ten miesiąc jako podsumowanie roku w branży promocji w sieci i reklamy internetowej. Z dwóch powodów. Po pierwsze, właśnie teraz rozliczane być zaczynają budżety marketingowe wielu firm, a zarazem tworzone nowe, na kolejny rok. Po drugie, po umownym okresie wakacyjnym, obejmującym czerwiec do połowy września, rozpoczynają się nowe, na ogół poważniejsze kampanie promocyjne, co ma pewien związek ze zbliżającymi się świętami i towarzyszącymi im przecenami. Tak, tak, efekt świąt i wyprzedaży ma mocne przełożenie na reklamę w Internecie. Z mojej perspektywy, biorąc to wszystko pod uwagę, dzieje się niewiele. Obserwuję trwające (kończące się) kampanie e-promocyjne (najbardziej te, które sam przygotowywałem) oraz spokojnie czekam na nowe zlecenia, które pojawiają się masowo na początku listopada. Październik jest więc dla mnie takim mini-sezonem ogórkowym. W związku z tym zastanawiałem się o czym mógłbym obecnie napisać, aż tu nagle temat spadł mi jakby z nieba, a raczej z biurka ustawodawcy. Otóż poruszę dzisiaj ważną kwestię prawną i napiszę parę słów o podatkach.

Ministerstwo finansów, cały czas mówimy oczywiście o Polsce, przedstawiło generalną interpretację (DD2/033/55/KBF/14/RD-75000) w sprawie rozliczeń osób fizycznych, które zarabiają na reklamach internetowych, zamieszczanych na ich własnych stronach. Owa interpretacja traktuje taką działalność, jak czerpanie zysku z umowy dzierżawy lub najmu, a wobec tego opodatkowana powinna być w taki sam sposób, czyli zryczałtowany w wysokości 8,5%. No i co z tego? - mogłoby powiedzieć wiele osób, nie orientujących się w tej problematyce. A to naprawdę dobra wiadomość. Do tej pory organy wykonawcze upierały się, aby od tak uzyskiwanych dochodów płacić podatek dochodowy od osób fizycznych, czyli według progów 18% lub 32%, co zresztą często podważały sądy administracyjne. Poprzednia wykładnia była więc niezbyt korzystna dla zainteresowanych. Za to obecnie, blogerzy - bo to oni głównie zarabiają na takich reklamach - oraz właściciele innych popularnych serwisów internetowych (forów, stron tematycznych) mogą legalnie czerpać zyski ze swojego przedsięwzięcia, płacąc stosunkowo niski podatek. Bałagan prawny został wyjaśniony, co zawsze jest dobrą wiadomością dla zarabiających. Oczywiście, aby skorzystać z tego sposobu rozliczenia, trzeba złożyć odpowiednie oświadczenie do właściwego urzędu skarbowego do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu uzyskania pierwszego przychodu.

Niniejszy wpis można by zakończyć na powyższych dwóch akapitach, życząc wszystkim prywatnym właścicielom powierzchni reklamowej w sieci, aby zarabiali jak najwięcej. Niestety sprawa jest bardziej skomplikowana. W polskim systemie podatkowym bowiem, ustawodawca, organy wykonawcze (zwłaszcza skarbowe) a także nierzadko sądownictwo, traktują osoby prywatne dość często jak przedsiębiorców, twierdząc jakoby de facto prowadziły one działalność gospodarczą, wymagającą rejestracji a więc i rozliczaną w zupełnie inny sposób. W praktyce wygląda to tak, że osiągająca zbyt duże, zdaniem fiskusa, dochody osoba fizyczna, zostaje potraktowana jako przedsiębiorca i odstaje wysoką karę finansową oraz zmusza się ją do założenia (zarejestrowania) działalności gospodarczej. Na przykład, Pan N prowadzący 10 popularnych blogów z różnych dziedzin (albo nawet z tej samej) i z każdego z nich osiągający korzyści dzięki wyświetlanym na nich reklamom (lub innym formom reklamy, np. wpisom sponsorowanym), może zostać uznany przez urząd skarbowy za regularnego przedsiębiorcę, którego przedmiotem działalności jest właśnie prowadzenie blogów. To samo dotyczy innych osób fizycznych, np. prowadzących kilka forów dyskusyjnych, posiadających wiele popularnych stron o rozmaitej tematyce itp.

Zastanówmy się teraz, co takie osoby powinny zrobić, aby spać spokojnie a jednocześnie czerpać dochody ze swoich stron internetowych. Oczywiście odpowiedzią, która sama się może narzucać, jest po prostu założenie działalności gospodarczej. Tutaj możliwości jest bardzo wiele, od jednoosobowej po spółkę z o.o. Jednak takie rozwiązanie często nie jest możliwe. Zwróćmy uwagę na fakt, że większość blogerów czy właścicieli popularnych, prywatnych stron internetowych, jest już gdzieś zatrudniona. Mają regularne prace, z których się utrzymują, z których otrzymują zasadniczą część swoich środków finansowych. Założenie działalności gospodarczej nie wchodzi w grę bez zgody ich pracodawcy, a ten nie zawsze będzie chętny taką zgodę wydać. Po drugie, wiele z takich osób po prostu nie ma czasu dopełniać licznych formalności związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Doba nie jest z gumy a inne obowiązki czekają. Po trzecie, część tych osób to albo nieletni, albo studenci, albo osoby mniej zaradne życiowe, które po prostu nie czują się na siłach, aby własną działalność prowadzić. Wszystkie te argumenty można zrozumieć.

Nie jestem prawnikiem ani doradcą podatkowym, ale ze swojej praktyki dobrze wiem, w jaki sposób wiele osób radzi sobie z tym problemem. W zasadzie stosowane są 3 rozwiązania, z których niestety żadne nie jest korzystne dla budżetu państwa. Po pierwsze, właściciele powierzchni reklamowych w sieci zaczynają działać w szarej strefie, czyli nieoficjalnie. Podatek 8,5% chętnie by zapłacili, ale strach przed potraktowaniem ich jak przedsiębiorców i konsekwencjami z tym związanymi, powoduje, że wolą robić wszystko poza prawem, licząc, że nie zostaną złapani. Często im się to udaje, bo nierzadko reklamodawcy idą im na rękę, płacąc mniej gotówką za promowanie ich produktów / usług, niż musieliby zapłacić kanałem oficjalnym. Dodatkowo, zagraniczne sieci reklamowe przymykają oko na krajowe przepisy i wypłacają pieniądze innymi kanałami, np. przez systemy PayPal, Moneybookers, czy na konta założone za granicą (poza Europą). Nowym trendem, pozwalającym zachować prywatność i anonimowość jest zapłata w wirtualnych walutach, przede wszystkim w Bitcoin. Po drugie, właściciele stron, na których zarabiają, rejestrują działalność gospodarczą... za granicą. W krajach o przyjaznym systemie podatkowym, np. Wielkiej Brytanii. Wszystko odbywa się legalnie, jednak poza obiegiem krajowego systemu podatkowego. Wariantem tego rozwiązania jest niekiedy fizyczna zmiana miejsca zamieszkania i płacenie w danym kraju podatków od takiej działalności, jako osoba fizyczna. W końcu to wszystko jedno, gdzie jest tworzony blog kulinarny: nad Wisłą, nad Tamizą czy nad Rzeką Perłową (Hongkong). Po trzecie, osoby takie zaczynają prowadzić działalność pod skrzydłami większej instytucji, np. korporacji. Działa to w taki sposób, że podpisują umowę (a nawet są zatrudniane) z daną firmą, która staje się właścicielem bloga (czyli rodzajem inwestora strategicznego), natomiast oni sami są formalnie "jedynie" pracownikami, chociaż w rzeczywistości nic, poza formą prawną, się nie zmienia. Na to rozwiązanie mogą liczyć wyłącznie najlepsi, którzy uzyskiwać zaczynają naprawdę duże dochody ze swoich stron, które równocześnie uznawane są za media o dużym potencjale reklamowym przed oferujące taki układ firmy. Czemu to rozwiązanie nie jest korzystne dla budżetu? Bo na ogół korporacje, które oferują takie możliwości, nie płacą podatków w Polsce lub znają wiele sposobów, aby owe podatki minimalizować, czy optymalizować. Nie mówiąc już o tym, że w pewien sposób zabija to kreatywność niezależnych twórców treści internetowych.

Zagadnienie to jest skomplikowane, co mam nadzieję udało mi się wykazać. Każdy przypadek jest indywidualny i trudno pokusić się o uniwersalną receptę dla wszystkich. W przypadku osób czerpiących niezbyt duże dochody, powiedzmy do 2000 zł miesięcznie z reklam wyświetlanych na ich stronach, problemu raczej nie ma. Podatek 8,5% załatwia sprawę. Dla osób zarabiających dużo, powiedzmy powyżej 10 000 zł miesięcznie na takiej działalności, również nie powinno być kłopotu. Albo rejestrują działalność w Polsce albo za granicą. Najtrudniej jest tym, będącym po środku, czyli osiągającym dochody w dużym przedziale 2000 - 10 000 zł. Tutaj naprawdę trudno jest cokolwiek powiedzieć, bez dokładnego zapoznania się ze sprawą. Z moich informacji wynika, że doradcy podatkowi oraz kancelarie zajmujące się optymalizacją podatkową, mają coraz więcej takich klientów - osób fizycznych, właścicieli powierzchni reklamowej w sieci. Moja rada ogólna, niezbyt oryginalna, ale szczera i bezpieczna, to właśnie konsultacja z takim doradcą, w razie wątpliwości. Lepiej wydać te paręset złotych i znać opinie fachowców, niż samemu błądzić po gąszczu przepisów i ryzykować naprawdę dużo.

 Komentarze

 Jan Buczek     09 października 2014 16:32

Ciekaw jestem, ile Pan zarabia na swoim blogu na Alt.pl, tzn., czy czerpie Pan dochody z reklam :)

 Borowik     09 października 2014 16:25

Blogerzy nie powinni być traktowani inaczej niż zwykli przedsiębiorcy. Tym bardziej, że ich działalność to w zasadzie JEST prowadzenie przedsiębiorca. Powszechnie wiadomo, że wielu z nich (mówię o właścicielach kilkunastu lub kilkudziesięciu blogów) zatrudnia ghostwriterów, którzy piszą za nich posty. To niesprawiedliwe, że płacą przy tym mniejsze podatki.

 Mirosław Nowak     09 października 2014 16:20

Nakładając wyższe podatki na osoby zarabiające na reklamach internetowych, państwo nie zyska. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji ludzie przechodzą do szarej strefy.

 Gabi     09 października 2014 16:14

18 albo 32% od zysku z reklamy internetowej to byłoby jakieś kuriozum. W końcu na reklamie internetowej zarabia się o wiele mniej niż na prasowej. A tak przy okazji - wolę Pana blog, panie Marku, od konkurencyjnego Ani L., głównie dlatego, że prezentuje Pan zagadnienia, o których wiem znacznie mniej. Dzięki temu za każdym razem dowiaduję się czegoś nowego.


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze