Inwestor ze smoczej jamy

 Ania L.     05 grudnia 2014 15:17

Sporą popularnością cieszą się programy typu reality show, a zatem takie, w których występują na ogół "amatorzy" albo "naturszczycy", czyli ludzie niezwiązani z telewizją. Widzowie obserwują więc niereżyserowane i niezaplanowane perypetie uczestników, nagłe i kontrowersyjne zwroty akcji oraz niespodziewane wydarzenia. Klasycznym i najbardziej znanym widowiskiem reality show jest oczywiście Big Brother (Wielki Brat). Taka formuła rzeczywiście przyciąga uwagę, gromadząc gigantyczną widownię. Dlaczego jednak ja w ogóle piszę o tego typu programach, których wartość, nie da się ukryć, jest minimalna. Otóż zdarzają się wyjątki, do których bez wątpienia należy seria "Dragon's Den" (Smocza Jama) oraz kolejne programy bazujące na tej koncepcji, np. polski "Kapitalny pomysł" czy amerykański "Shark Tank" (Basen Rekina). Treścią ich jest zaprezentowanie swojego pomysłu na biznes przez uczestników a następnie przekonanie do niego potencjalnych inwestorów, zwykle również obecnych w studiu. Stąd właśnie moje zainteresowanie tym tematem.

Oryginalny pomysł programu powstał w Japonii. We wszystkich krajach, w których został zrealizowany lub powielony, odniósł spory sukces. Formuła takich programów do złudzenia przypomina spotkanie początkującego przedsiębiorcy z potencjalnymi inwestorami, najczęściej aniołami biznesu lub przedstawicielami funduszy venture capital. Uczestnicy programu - nierzadko rozpoczynający swoją przygodę z biznesem start-upowcy - rekrutowani są przez producentów w kilku etapach. Na początku trzeba wypełnić formularz zgłoszeniowy i opisać swój pomysł na biznes. W drugim etapie, trzeba ten opis rozwinąć i zaprezentować dodatkowe atuty, np. posiadane patenty, technologie, wdrożenia itp. Z licznej grupy chętnych do wzięcia udziału w programie, wybieranych jest kilku lub kilkunastu do danej serii, których pomysły wydają się najciekawsze. W każdym odcinku zakwalifikowani mają zaprezentować potencjalnym inwestorom swój pomysł, przekonać ich do niego, odpowiedzieć na ich nieraz trudne pytania i ewentualnie wykonać jakieś zadanie. Ten, który wygrywa, zyskuje inwestora dla swojego projektu.

Taka formuła to zrealizowanie zasady "win-win", czyli wszyscy wygrywają. Wygrywa naturalnie przedsiębiorca, który przekona inwestorów do swojego pomysłu - dostaje od nich kapitał na jego realizację. Wygrywają także inni uczestnicy, którym się to nie udało. Ich pomysły zyskują bowiem rozgłos, są zatem promowane, a bywa, że mogą zainteresować, np. jednego z potencjalnych inwestorów, biorących udział w programie, nawet jeśli dany uczestnik nie zdobył zaufania pozostałych inwestorów. Bywa, że do uczestników, którzy nie wygrali, zgłaszają się inni inwestorzy z ofertami współpracy. Generalnie rzecz biorąc takie osoby stają się bardziej wiarygodne. Inwestorzy zaś również zyskują biorąc udział w programie. Głównie dobrą reputację poważnych biznesmenów wspomagających swoich początkujących kolegów.

Oglądam takie programy z zainteresowaniem. Nie tylko zresztą wersje polskie, ale i zagraniczne, nawet pochodzące z krajów, których języków nie znam (oczywiście korzystając wówczas z wersji z napisami). Można się z nich bardzo dużo dowiedzieć. Przede wszystkim, pojawiają się innowacyjne pomysły. Po drugie, obserwujemy ciekawe negocjacje rozpoczynających przygodę z biznesem z doświadczonymi przedsiębiorcami. Po trzecie, dostrzegamy błędy niedoświadczonych biznesmenów, z których to błędów możemy wyciągać istotne dla nas wnioski. Po czwarte, zauważamy mocne strony strategii na znalezienie inwestora. Po piąte wreszcie, uświadamiamy sobie w jaki sposób myślą osoby dysponujące kapitałem i czego oczekują, aby móc się zaangażować w jakiś projekt. Jak widać, takie programy to prawdziwa kopalnia wiedzy dla wszystkich zainteresowanych tą tematyką. Naprawdę można się niezwykle dużo z nich nauczyć i dowiedzieć. Można uczyć się na cudzych błędach i to nie tylko na błędach przyszłych przedsiębiorców poszukujących kapitału, ale również na błędach inwestorów. Wielokrotnie zdarzało się, że projekty przez nich odrzucone, zyskiwały kapitał i odnosiły sukces po programie. Na ten czynnik również warto zwrócić uwagę.

Osoby, które zwracają się do mnie po pomoc w znalezieniu inwestora, namawiam do obejrzenia takiego programu. Mam nawet listę kilkudziesięciu odcinków, do których opracowałam zaawansowane opisy, np. popełnionych błędów czy zachowań pozytywnych. Gdy któryś z moich klientów ma problem, który pojawił się również w tego typu programie, przekazuję mu link do danego odcinka wraz z moim opisem, aby mógł sobie łatwiej uświadomić swoją sytuację, a wtedy o rozwiązanie zawsze jest łatwiej. Co innego zobaczyć w telewizji niż tylko od kogoś usłyszeć. Działa to zdecydowanie efektywniej niż zwykłe przekonywanie, nawet poparte odpowiednimi danymi. Ot typowy przykład siły przekazu TV.

Czy warto zgłaszać się do takich programów? Odpowiedź już padła. Zdecydowanie tak. Nawet jeśli samemu nie jest się osobą medialną, nawet jeśli źle się wypada przed kamerą, wówczas promocja własnego projektu jest tym, co istotnie zyskujemy. To najważniejsza wartość dodana uczestnictwa w takich programach, a do tego dochodzi jeszcze przeżycie ciekawej przygody, możliwe nawiązanie nowych znajomości i po prostu zdobycie cennego doświadczenia. Jeśli projekt zaś dodatkowo będzie przygotowany i opracowany profesjonalnie, wówczas nasze szanse na znalezienie inwestora zdecydowanie rosną. Inwestor bowiem to ktoś, kto (w przeciwieństwie do przeciętnego widza) dostrzega zasadniczą różnicę między dobrą prezencją a dobrym biznesem. Dla niego na ogół nie jest ważna twarz, sylwetka, ubiór czy mowa ciała wnioskującego o kapitał, a jego pomysł oparty na solidnych podstawach (np. badaniach rynku, danych sprzedaży w innych krajach, estymacjach a nawet modelach matematycznych). Zachęcam więc start-upowców do rozważenia zgłaszania się, do brania udziału w takich przedsięwzięciach telewizyjnych, nie tylko zresztą w naszym kraju...

Na koniec krótka historia osoby, która za moją namową zaryzykowała, zgłosiła się do jednego z takich polskich programów, przeszła eliminacje, wystąpiła przed kamerami i odniosła sukces, chociaż dopiero rok później. Był to mój znajomy, czterdziestokilkulatek, inżynier z patentem na innowacyjne urządzenie sportowe (muszę być znowu oszczędna w szczegółach, nie mam bowiem zgody zainteresowanej osoby, na podawanie danych, mogących prowadzić do jej zidentyfikowania). Nad swoim wynalazkiem pracował przez 5 lat, zbudował prototyp i próbował nim zainteresować kilkunastu krajowych i zagranicznych producentów sprzętu sportowego. Bez powodzenia. Zgłosił się do mnie bez nadziei na osiągnięcie sukcesu. Analizując jego sytuację doszłam do wniosku, że jedyne czego mu potrzeba to po prostu rozgłos, czyli promocja jego rozwiązania. Zaproponowałam mu udział w takim programie, który akurat wtedy poszukiwał początkujących przedsiębiorców do kolejnej edycji. Wysłał zgłoszenie, ale bez większego przekonania. Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zakwalifikowali go, przesłał więcej informacji, odbył rozmowę z producentami (i ich ekspertami) aż w końcu dostał się ostatecznie do programu wraz z kilkunastoma innymi osobami. Przed kamerami wypadł raczej słabo, trzech jurorów - inwestorów nie przekonał również. Ale przekonał czwartego, który kilka miesięcy po programie sam zaproponował mu współpracę i sfinansowanie jego pomysłu. Tak też się stało i po kolejnych miesiącach jego produkt trafił do handlu i dystrybucji, robiąc prawdziwą furorę w siłowniach, fitness i salonach odnowy biologicznej.

A co jeśli zgłosimy się do takiego programu, ale nie zostaniemy zakwalifikowani? Nic! Kolejne doświadczenie, kolejna próba. Najważniejsze, że coś robimy w kierunku urzeczywistnienia naszych planów. Nie tym razem, to kolejnym. Prędzej czy później się uda. A jeśli nawet nie, to ze spokojem sumienia będziemy mogli sobie powiedzieć: zrobiłem, co mogłem, próbowałem, nie udało się... więc może warto coś zmienić i spróbować ponownie. 

 Komentarze

 Lucjan Marzec     06 grudnia 2014 20:10

To musi być naprawdę stresujące dla uczestników... No ale cóż, napewno warto. Według mnie jest to o wiele lepszy sposób pozyskiwania kapitału niż crowdfunding... Crowdfunding jest pełen oszustów i nigdy nic nie wiadomo przez internet. A tu mają inwestorów przed sobą i wszystko od razu jasne!

 Tomasz Jankowski     06 grudnia 2014 19:38

Moja znajoma brała udział w tego typu programie we Francji. Miała świetny pomysł i do tego super wypada przed kamera wiec udało jej sie przekonać inwestorów. Napewno było warto bo odniosła ogromny sukces.

No ale oczywiście dla tych którym sie nie uda rownież jest to dobry program: tak jak piszesz, w wielu przypadkach znajduje sie ktos kto oglądał program i pomysł mu sie spodobał. Pozatym uczymy sie na błędach!

 Jagoda Rostowska     06 grudnia 2014 19:34

Powinni to pokazywać na studiach biznesowych, od razu byłaby praktyczna lekcja z tego jak przedstawiać swoje pomysły, czego nie robic itp. No i tak jak piszesz, warto zachęcać ludzi do tego żeby spróbowali swoich sił. Nigdy nie wiadomo!

 Marietta Tulip     06 grudnia 2014 19:32

Przyznam szczerze ze nie słyszałam o polskiej wersji tego programu. Powinni to jakos wypromować :)

Uwielbiam amerykańska wersje, przede wszystkim bo mozna sie dowiedzieć wiele nowości z rożnych branż. Jest to wspaniałe zródło biznesowych inspiracji! :)

 Stanisław Smogorzewski     06 grudnia 2014 19:22

Brzmi to całkiem ciekawie no ale trzeba przyznać że jednak głupie programy typu "reality show" (np Jersey Shore itp) niestety cieszą się większą popularnością.... Szkoda bo jak widać można zrobić inteligentne reality show!


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze