Networking prywatny a instytucjonalny

 Mariusz Mol     02 czerwca 2015 14:51

Co jest bardziej efektywne? Duża i zorganizowana sieć kontaktów, np. przez jakąś firmę, czy niewielka i rozproszona baza znajomych, na których namiary posiadamy w pamięci swojego smartfona? Chociaż wielu może narzucać się rozwiązanie sugerujące pierwszą opcję, to jednak życie (zwłaszcza to zawodowe) jest bardziej skomplikowane i prostej odpowiedzi nie da się udzielić . Warto zatem przyjrzeć się wadom i zaletom obu podejść. Pierwsze z nich, to właśnie networking instytucjonalny, czyli tworzony niejako odgórnie, często przez korporacje o zasięgu międzynarodowym. Zorganizowany, uporządkowany, z założenia dbający o podtrzymywanie kontaktów "żywych" oraz eliminowanie "martwych". Drugie, to networking prywatny, czyli nic innego, jak grupa naszych bliższych i dalszych znajomych z kręgów zawodowych i częściowo prywatnych, z którymi kontakt podtrzymujemy bardziej lub mniej okazyjnie.

Networking prywatny w jakiś sposób, chociażby szczątkowy, uprawia każdy z nas. Wynika to po prostu z naturalnej dynamiki towarzysko-zawodowej. Zawsze mamy okazję poznać i współpracować (nawet bardzo okazjonalnie) z jakimiś ludźmi. Zawsze mamy okazję wpisać ten kolejny numer telefonu, adres e-mail czy dodać kogoś do znajomych na FB (oraz w innych mediach społecznościowych). Z usług oferowanych przez networking instytucjonalny korzystają zaś tylko nieliczni. Nie tylko ci, którzy potrzebują naprawdę tego typu usług, czyli np. początkujący i chcący się szybko rozwijać przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów, czy handlowcy poszukujący nowych (potencjalnych) klientów albo marketingowcy i PRowcy budujący bazę kontaktów do własnych celów zawodowych. Często z takiej profesjonalnej sieci korzystają osoby przypadkowe, które nie do końca wiedzą o co tak naprawdę chodzi w networkingu, a do zapisania się do danej społeczności skłonili ich znajomi. Wówczas mija się to z celem, bo jednak networking nie jest klubem towarzyskim, dyskusyjnym, organizacją społeczną czy partią polityczną. (O tym czym jest i powinien być networking, poświęcony jest świetny artykuł na Alt.pl, natomiast sam pisałem już kiedyś na blogu o tym fenomenie, chociaż w nieco innym wymiarze).

Profesjonaliści, czyli osoby, które networking rozumieją i wiedzą jak wykorzystać jego zalety, łączą zwykle obie metody: instytucjonalną oraz prywatną. Co ciekawe jednak, mocniejszy akcent kładą na networking prywatny (uprawiany oczywiście w o wiele bardziej zaawansowany sposób, niż robi to większość z nas), ten instytucjonalny traktując bardzo instrumentalnie - jako obszar poszukiwań wartościowych z ich punktu widzenia kontaktów, które następnie mogą dołączyć do starannie przefiltrowanej i pielęgnowanej własnej "bazy łączności zawodowej" (jak niekiedy określa się także to zjawisko). W mojej ocenie takie podejście jest zdecydowanie najwłaściwsze, najbardziej efektywne i po prostu najlepiej oddaje istotę networkingu. Zdecydowanie zachęcam do jego praktykowania a przynajmniej do wypróbowania.

Gdy tak postawimy sprawę, pojawić się może pytanie: dlaczego networking instytucjonalny (nazywany też, nie do końca słusznie zresztą, profesjonalnym) ma mniejszą wartość, niż wynikałoby to z jego założeń i sposobu organizacji? Przecież prowadzące go firmy, niejednokrotnie wielkie korporacje międzynarodowe, posiadają gigantyczne doświadczenie, zaplecze, praktykę oraz zasoby, dzięki którym mogą zapewnić wysoki poziom świadczonej usługi. Sam w końcu napisałem, że robią to w sposób konkretny, eliminując niewydolne ("martwe") kontakty a podtrzymując te dobrze rokujące na przyszłość ("żywe"). Częściowo już odpowiedziałem na to pytanie: część osób w tych sieciach jest całkowicie przypadkowa. Jednak nie jest to wyjaśnienie wystarczające ani zadowalające. Nierzadko bywa bowiem tak, że tacy właśnie. niezbyt dobrze zdający sobie sprawę z istoty networkingu członkowie, są w taki czy inny sposób wykluczani ze struktury.

Jest jednak inny, znacznie poważniejszy problem jeśli chodzi o networking instytucjonalny. Brak w nim rzeczywistej kontroli (wewnętrznej) zasady wzajemności, a zatem jednej z tych, które pełnią wyjątkowo istotną funkcję, praktycznie definiując zjawisko networkingu. Innymi słowy, zbieranina często w ogóle nieznajomych ludzi nie jest w stanie szybko wytworzyć funkcji monitorujących ich zaangażowanie w sieć, a system ("czapa") korporacyjny ogranicza się jedynie do kontroli formalnej efektywności danej społeczności (np. obecności na spotkaniach, punktualności, opłaconych składek itp.). Powyższy problem jest immanentnie wkomponowany w networking instytucjonalny i właściwie nie ma jego skutecznego rozwiązania. Dlatego zawodowcy nie polegają na tych strukturach tylko wchodzą w nie, aby zidentyfikować i wyciągnąć co ciekawsze kontakty dla siebie lub swojego zleceniodawcy.

A co z networkingiem prywatnym? Nawet uprawiony w sposób chaotyczny, na pewno mniej zorganizowany i zaawansowany niż ma to miejsce w przypadku instytucjonalnego, może być wyjątkowo skuteczny. Pozwolę sobie zaprezentować dwa realne ("z życia wzięte") przykłady na jego wyższość. Znajomy serwisant telefonów komórkowych ma trzy sprawdzone kontakty do dwóch dostawców części i jednego elektronika - teoretyka, który pomaga mu radzić sobie z mniej typowymi naprawami. Regularnie wysyła im życzenia świąteczne, co jakiś czas dzwoni pytając "co słychać?", chociaż nie utrzymuje z nimi żadnych stosunków towarzyskich. Taki spontaniczny networking w jego wypadku (i często w wypadku tego typu fachowców) jest o wiele bardziej efektywny (biorąc pod uwagę czas, wydatek energetyczny, finansowy oraz uzyskane korzyści), niż miałoby to miejsce w wypadku networkingu instytucjonalnego. Znam również pewnego tłumacza, rzadkiego i naprawdę egzotycznego języka. Problem jakiego doświadcza to brak wystarczającej liczby klientów w kraju. Utrzymuje jednak kontakt networkingowy z tłumaczem języka angielskiego, który podsyła mu klientów z innych krajów. Korzyść jest obopólna: tekst jest najpierw tłumaczony z angielskiego na polski, z polskiego na egzotyczny język i dostarczany do klienta docelowego. Obaj tłumacze zarabiają. W ich sieci networkingowej jest jeszcze jeden z administratorów dużej i międzynarodowej grupy na FB, gromadzącej tłumaczy freelancerów. On z kolei wyłapuje zlecenia z całego świata dotyczące egzotycznego języka i dostarcza angliście (jeśli sformułowane są oczywiście w języku angielski), który przekazuje je dalej. Ta mała społeczność networkingowa zapewnia wszystkim jej członkom wymierne i rzeczywiste korzyści. Trudno sobie wyobrazić tego typu strukturę funkcjonującą w ramach instytucjonalnych.

Naturalnie nie powinniśmy zapominać, że networking prywatny ma również swoje wady. Poza sygnalizowanym parokrotnie brakiem zorganizowania i profesjonalizmu, poważnym problemem jest jego efemeryczność. Niestety rzadko bywa on trwały. Kontakty szybko się rozluźniają, nawet wbrew intencji obu stron, bo przyczyny obiektywne (brak czasu, odległość, brak zorganizowania) zaczynają dominować nad najszczerszymi chęciami. Innym minusem (pseudo)sieci prywatnych będzie ich mały potencjał rozwojowy. Stworzenie takiej osobistej struktury networkingowej zawierającej kilka, najwyżej kilkanaście kontaktów, często jest procesem długotrwałym, nie ma charakteru dynamicznego, a sama społeczność jest o wiele bardziej zamknięta, niż w przypadku sieci instytucjonalnych. Krótko mówiąc, brak nowych kontaktów, dopływu świeżej krwi a często także pielęgnowanie niewłaściwych stosunków w ramach struktury.

Morał z dzisiejszego wpisu każdy wyciągnie sobie taki, jaki będzie uważał za stosowny. Nie deprecjonuję przecież samej idei networkingu instytucjonalnego, przeciwnie - zwróciłem w końcu uwagę na jego wiele zalet. Nie chwalę także bezkretycznie networkingu prywatnego, ukazałem przecież kilka jego istotnych wad. I jak tu dalej żyć? - cytując pytanie klasyka. Oczywiście należy po prostu spróbować wykorzystać mocne strony obu zjawisk a ich ułomności pominąć lub przedefiniować. Nie jest to łatwe, ale jak najbardziej możliwe, czego aktywność profesjonalnych networkingowców jest najlepszym dowodem a zarazem wzorem do naśladowania.

 Komentarze

 vermillion     03 czerwca 2015 08:00

Instytucjonalny networking to często niepotrzebny balast. Te wszystkie nudne spotkania, na które trzeba uczęszczać, składki, które trzeba płacić... a korzyści z tego najczęściej ŻADNYCH.

 Julian Wiszniewski     03 czerwca 2015 12:00

Myślę, że większość Polaków uprawia networking nawet nie zdając sobie sprawy, że to robi, ponieważ sam termin jest u nas jeszcze obcy. Z tego właśnie względu budzi nieufność. Co trzeba zrobić, to udowodnić ludziom, że jest to nie żadna nowość, lecz głęboko zakorzeniony zwyczaj.

 Witold Chwedoruk     04 czerwca 2015 11:00

Cieszę się, że porusza Pan dość często temat networkingu, o tym wciąż za mało pisze się w naszym kraju. Szczególnie networking instytucjonalny jest mocno niedorozwinięty, na szczęście jednak są perspektywy na zmianę.

 KarinaM     05 czerwca 2015 17:00

Nie rozumiem, dlaczego tam mało osób korzysta z networkingu w Polsce. Mogę z własnego doświadczenia polecić ciekawą inicjatywę dla młodych ludzi - Warsaw Beijing Forum warsaw-beijing.pl


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze