Nieuczciwi zdarzają się wszędzie. Kilka słów o oszustach w świecie start-upów

 Ania L.     08 października 2014 15:43

Nic chyba jeszcze nie pisałam o kryminalnym obliczu biznesu. A konkretnie, o tym jego nielegalnym aspekcie, z którym niekiedy stykam się w mojej pracy. Chodzi oczywiście o przestępczość gospodarczą związaną ze start-upami, crowdfundingiem i w ogóle poszukiwaniem inwestora oraz internetową. Miałam już wątpliwą przyjemność kilkanaście razy zeznawać na policji (w charakterze świadka oczywiście) oraz pojawiać się w sądzie (w tej samej roli). No cóż, to jest również jeden z elementów życia gospodarczego, o którego istnieniu nie należy zapominać. Znając tą ciemną stronę biznesu, łatwiej możemy zabezpieczyć się przed jej ewentualnym wtargnięciem w nasze życie zawodowe.

Ogólnie o przestępstwach tego typu pisać nie będę. Nie ma sensu, opracowań na ten temat jest naprawdę mnóstwo. Zamiast tego przedstawię 3 historie, z jakimi osobiście się zetknęłam, a które są w pewien sposób charakterystyczne dla omawianej tematyki. Będą to: wyłudzenie dofinansowania i kredytu na start-up, oszustwo crowdfundingowe oraz stworzenie specyficznego przekrętu "na inwestora". Wniosków z tych historii wyciągać także nie mam zamiaru. Będą one chyba dość oczywiste. Może ograniczę się do kilku rad. Uważnie sprawdzać kontrahentów, nie wierzyć w cudowne obietnice zarobienia wielkich pieniędzy bez wysiłku i ryzyka, zachować zdrowy rozsądek, sceptycyzm i daleko posuniętą ostrożność w podejściu do rzeczywistości biznesowej, a przede wszystkim nie wchodzić w podejrzane towarzystwo, nie zadawać się z osobami o wątpliwej reputacji lub w ogóle bez reputacji (tzw. ludzi znikąd). Warto znać swoje słabości i ograniczenia - oszuści na tym najczęściej żerują - oraz kierować się zdrowymi zasadami w życiu. Stosowanie się do tych prostych rad oraz podstawowa uczciwość osobista wystarczą, aby wyeliminować potencjalne zagrożenia w 95% albo i więcej. Dobrze, dosyć tego moralizowania i przestróg, czas na historie z (mojego) życia wzięte.

1. Zanim zaczęłam pracę na własną rękę, przez parę lat byłam zatrudniona w pewnej agencji marketingowej. W tym czasie zgłosił się do nas relatywnie młody człowiek, na oko i według dokumentów 32-letni. Przedstawił się jako początkujący przedsiębiorca z patentem na nowoczesną maszynę rolniczą. Chciał założyć firmę i niezwłocznie rozpocząć jej produkcję. Powiedział również, że ma prototyp i dokumentację techniczną. Od nas chciał, abyśmy wymyślili mu strategię marketingową. Przyznał, że całe przedsięwzięcie będzie kredytowane przez bank, bo on sam nie ma kapitału początkowego. Dostał tylko około 15 tysięcy z urzędu pracy na założenie firmy a obecnie stara się o kredyt w banku. Oczywiście podjęliśmy się chętnie zlecenia, zaproponowaliśmy naprawdę uczciwą kwotę za usługę, prosząc jedynie o zaliczkę w wysokości 15% umówionej ceny (zwykle w takich sytuacjach bierze się 25-30%). Zaliczkę przelano na nasze konto i przystąpiliśmy do pracy. Po 3 tygodniach przedstawiliśmy kompleksowy plan strategii marketingowej. Zorganizowaliśmy spotkanie w naszym biurze, klient otrzymał opracowanie planu w formie wydruku oraz prezentację na płycie CD. Zadawał dużo ważnych pytań, ale był bardzo zadowolony z naszej pracy. Umówiliśmy się więc, że przygotujemy listę mediów, gdzie miałby się promować a w tym czasie on dołoży kolejne 20% wynegocjowanej sumy za usługę (abyśmy mogli rozpocząć kampanię mając nieco ponad 1/3 całej sumy na swoim koncie). Tak też się stało, wobec tego tydzień później przedstawiliśmy profesjonalną ofertę zakupu mediów i gotowe spoty reklamowe oraz grafiki. Klient powiedział, żebyśmy ruszali z kampanią. Poprosiliśmy o opłacenie mediów, klient powiedział, że w ciągu dwóch tygodni to zrobi. Minął ten okres i cisza. Kontaktujemy się z nim a on nas przeprasza i prosi o kolejny tydzień zwłoki, bo już finalizuje kredyt z bankiem. Znowu przez 10 dni cisza. Od tego momentu próby kontaktu z klientem nie przynoszą rezultatu. Skrzynka pocztowa nie odpowiada, telefon jest wyłączony. Zaczęliśmy się zastanawiać co się stało, niektórzy myśleli, że może wypadek drogowy czy inne nieszczęśliwe zdarzenie. Problem polegał na tym, że klient był nam ciągle winien 65% kwoty, bo strategię przygotowaliśmy w całości a on ją otrzymał. Naszym zadaniem pozostał tylko zakup mediów i koordynacja kampanii, ale to już absolutne drobnostki. Miesiąc później pojawia się nagle w naszym biurze dwóch funkcjonariuszy policji z wydziału przestępczości gospodarczej, informując nas, że mamy prawo zgłosić się jako poszkodowani, ponieważ nasz klient już nam nie zapłaci... Wziął kredyt z dwóch banków na 2,1 miliona złotych i zniknął. My jesteśmy w szoku. Jak to? Co się stało? Okazuje się, że nasz klient dokonał sprytnego oszustwa. Najpierw wyłudził niewielką kwotę z urzędu pracy na założenie firmy. Następnie zaciągnął kilkanaście pożyczek "chwilówek".  W sumie zebrał z tych źródeł około 40 tysięcy, za które następnie zlecił nam strategię marketingową fikcyjnego produktu oraz sfinansował inne wydatki. Patent był prawdziwy, podobnie jak zdjęcia prototypu, ale nie należały do oszusta, a do jednej z akademii rolniczych. Oszust wykorzystał fakt, że miał tak samo na imię i nazwisko jak pracownik naukowy, który firmował patent. Następnie posługując się podrobionymi i przerobionymi dokumentami, uwiarygodnił się w bankach składając wniosek o wysokie kredyty. Przestawił profesjonalny biznes plan, patenty oraz... naszą strategię marketingową. Do tego pokazał dwóch poręczycieli - jak się okazało bezdomnych alkoholików i narkomanów, którym również wyrobił fałszywe dokumenty, kradnąc czyjąś tożsamość. Banki formalnie wszystko zweryfikowały i przyznały kredyt. Oszust miał konta w obu. Tyle co wpłynęły pieniądze na jedno i na drugie (9 dni później - oszust wyraźnie kalkulował, aby dostać kredyty w zbliżonym czasie), natychmiast je przelał na konto w banku na Mauritiusie a 3 dni później wypłacił tam pieniądze i zniknął. Brzmiało to dla nas jak scenariusz filmu sensacyjnego, ale policjanci prowadzący śledztwo nie byli specjalnie zdziwieni. W czasie przesłuchania dowiedziałam się, że nie z takimi sytuacjami mieli już do czynienia. Nie wiem czy oszusta złapano (z tego, co wiem to nie), mój dawny pracodawca pieniędzy nie odzyskał, banki również, dwóch bezdomnych - żyrantów zamknięto na krótko w więzieniu, już od jakiegoś czasu są na wolności. Kto najwięcej stracił? Oczywiście banki. Nieco mniej moja dawna firma i kilkunastu pożyczkodawców "chwilówkowych". A wszyscy naprawdę kibicowaliśmy temu start-upowi, bo oszust kreślił fantastyczne wizje eksportu maszyn do Ameryki Północnej, Japonii i Chin. Tak, byliśmy naiwni, ale w takim razie co powiedzieć o bankach?

2. Z przekrętem crowdfundingowym zetknęłam się niedawno - niecałe dwa lata temu. Najbardziej banalna z banalnych metod okazała się skuteczna. Pewien mieszkaniec Gdańska utworzył na kilku międzynarodowych portalach wyspecjalizowanych w finansowaniu społecznościowym projekt, w ramach którego zbierał kapitał na produkcje kapelusza przeciwsłonecznego, który jednocześnie masuje głowę i regeneruje włosy. Podobno był prototyp - na stronach projektu widniały zdjęcia, filmy oraz animacje video pokazujące, w jaki sposób to działa. Projekt był naprawdę wiarygodny. Promowany był na Facebooku, Twitterze, Youtube oraz w paru innych miejscach. Autor projektu znalazł mnie przez internet, przedstawił swoją akcję i poprosił o pomoc. Wstępnie się zgodziłam, ale przezornie zapytałam znajomego inżyniera z Politechniki Warszawskiej o opinie na temat tego kapelusza. Ten po zapoznaniu się z dokumentacją i innymi materiałami na stronie projektów powiedział, że to ma szanse działać i widać, że opracowane jest rzeczywiście profesjonalnie. Skontaktowałam się z Adamem (tak miał na imię), informując go, że możemy współpracować. On oczekiwał ode mnie mocnej i szybkiej promocji jego projektów crowdfundingowych, dał mi na to miesiąc. Powiedziałam mu ile taka usługa będzie go kosztować i od razu, nauczona dawnymi doświadczeniami, poinformowałam go, że w przypadku klientów znikąd (nie poleconych przez innych, takich, których nie mogę zweryfikować), biorę 60% ceny z góry. Adam bez wahania się zgodził. Miałam wszelkie podstawy, żeby mu wierzyć. Wykonałam swoją pracę rzetelnie, a klient w ciągu 3 miesięcy (miesiąc przed współpracą ze mną, miesiąc w trakcie i miesiąc po) zebrał w sumie prawie 275 tysięcy dolarów. I... oczywiście zniknął. Miał mi zapłacić resztę, właśnie po zakończonej akcji. Sprawa okazała się banalna. Adam prowadził projekty na serwisach crowdfundingowtych typu Keep It All (KIA), czyli niezależnie od zebranej kwoty, całość jest wypłacana zbierającemu. Pieniądze trafiły do niego za pośrednictwem PayPal a on stamtąd przelał je na swoje konto w Austrii, wypłacił i zniknął. W zasadzie jedyną najpoważniej oszukaną byłam tu ja (chociaż i tak się cieszę, że straciłam tylko 40% umówionej kwoty...), ale oprócz tego ponad 820 osób, bo tyle wpłaciło pieniądze na nieistniejący projekt. Od tamtej pory zmieniłam zasady rozliczeń: nowy klient, którego nie da się zweryfikować, płaci 100% za usługę z góry.

3. Przypadek z przekrętem "na inwestora" należy do tych, które sprawiły, że jestem z siebie dumna. Nie dałam się oszukać. Mechanizm zbliżony do opisanych wyżej, tylko odwrócony. W internecie i w prasie reklamuje się inwestor, który szuka projektów wartych wsparcia. Deklaruje od 50 tysięcy złotych do 2 milionów. Na profesjonalnej stronie internetowej opowiada o sobie, tłumaczy w jaki sposób dorobił się majątku (na handlu jachtami) i na czym polega jego projekt. Wszystko wygląda wiarygodnie. Jest imię i nazwisko, liczne zdjęcia, opisy inwestycji, adresy firm inwestora itp. Oczywiście zgłaszają się do niego liczni zainteresowani. Zgłosiłam się również ja, ale nie po to, żeby szukać kapitału dla siebie, tylko dla swoich klientów - bo na tym również polega moja praca. Dlatego śledzę takie rzeczy na bieżąco i zazwyczaj wiem o pojawiających się okazjach pozyskania funduszy. Wysłałam więc zgłoszenie inwestorowi, przedstawiając się i proponując 3 projekty swoich klientów. Następnego dnia otrzymała pięknie sformułowaną odpowiedź, że inwestor jest zainteresowany wszystkimi trzema projektami i proponuje spotkanie zapoznawcze. Spotkaliśmy się w lobby jednego z krakowskich hoteli (stamtąd był inwestor). Sprawił na mnie dobre wrażenie, wzbudzał zaufanie. Mówił konkretnie i na temat. Poprosił o pełne biznesplany tych trzech projektów. Przesłałam mu je następnego dnia a tydzień później on powiedział, że chciałby się spotkać wkrótce z ich autorami. Zadowolona, że umówiłam swoim klientom poważne spotkanie z potencjalnym inwestorem, byłam naprawdę pod wrażeniem tej osoby. Nie zdziwiło mnie specjalnie, gdy zadzwonił do mnie parę dni później informując, że stworzył właśnie fundację rozwoju przedsiębiorczości i szuka osób - fundatorów do tej rady. Zaproponował mi, abym do niej weszła. Pozytywnie zaskoczona zgodziłam się. Na co on powiedział, że fundusz główny opłaca on, oczekując jedynie symbolicznych wpłat od fundatorów w wysokości 15000 złotych. Wstępnie również na to się zgodziłam. I pewnie wpłaciłabym te pieniądze, gdyby nie przeczucie. Postanowiłam dokładniej sprawdzić tego pana i jego fundację. Okazało się, że fundacja o takiej nazwie istnieje, ale jej numer konta jest inny, niż ten, który podał mi pan. Zaczęłam prowadzić prywatne śledztwo, gdy 10 dni później dowiedziałam się, ze inwestor jest oszustem. Ponad 120 osób padło jego ofiarą, w sumie wyłudził ponad 1,5 miliona złotych. Przedstawiał się jako inwestor, w ten sposób zyskiwał zaufania (inwestor to ten, który daje a nie który oczekuje pieniędzy) i namawiał różne osoby na wpłaty na rozmaite, rzekomo swoje, fundacje, obiecując w zamian wiele i podając "przy okazji" prywatny numer konta. Ta sprawa zakończyła się dobrze, oszust został zatrzymany przez policję a pokrzywdzeni otrzymali część swoich pieniędzy z powrotem.

Mam wielką nadzieję, że dzisiejszym wpisem nikogo nie przestraszyłam. Mimo wszystko, przestępczość gospodarcza to margines normalnego biznesu. Nie ma co popadać w przesadę i bać się, że na każdym kroku czyha ktoś, kto chce nas oszukać i wpędzić w poważne kłopoty. Niestety aktywność gospodarcza wiąże się z takim ryzykiem, ale nie należy go przeceniać. Jak już wspomniałam, zdrowy rozsądek i uczciwość to najlepsza broń przeciwko wszelkim oszustwom, nie tylko zresztą gospodarczym.

 Komentarze

 Ania L.     21 października 2014 15:31

Lukas dziękuję za zwrócenie uwagi na błąd ortograficzny w tekście. Już go poprawiłam.

 Olga Michalczyk     16 października 2014 20:02

Nie przesadzajcie, uczciwość osobista niesie ze sobą wiele korzyści w biznesie. Choćby to, o czym wspomniała Ania - uczciwi przedsiębiorcy wystrzegają się szemranego towarzystwa. Poza tym, jak sobie wyobrażacie współpracę z ludźmi, których docelowo zamierzalibyście oszukać? Taki "sukces" zadziała tylko na krótką metę.

 Lukas     12 października 2014 08:22

Ludzie z nikąd? Raczej znikąd, jeśli już http://sjp.pwn.pl/zasady/Pisownia-czastek-wyrazow-I-ad-I-I-edy-I-I-dziesiat-I-I-dziesty-I;629500.html Idąc tym tokiem myślenia, każdy początkujący byłby skazany na porażkę, bo nikt by mu dał szansy tylko dlatego, że nie ma doświadczenia. Wielu znanych biznesmenów również oszukuje, z tym że często mają kontakty, które pozwalają im uchylać się od sprawiedliwości.

 JustKate     16 października 2014 18:46

Nie rozumiem, w jaki sposób osobista uczciwość miałaby kogoś z nas ochronić przed oszustami. Uważasz, że tylko nieuczciwi są oszukiwani?

 Rydel     16 października 2014 18:43

O oszustwach crowdfundingowych robi się coraz głośniej. Nie wiem, czy warto utrzymywać formułę Keep It All, bo to jest zachęta dla oszustów. All or Nothing jest znacznie bardziej sprawiedliwe, no i kontrybutorzy mogą wtedy ścigać oszusta drogą prawną.

 Ewelina Prusińska     10 października 2014 17:44

Moja znajoma była ofiarą podobnego oszustwa na portalu typu crowdfunding. Niestety straciła BARDZO dużo pieniędzy a oszusta do tej pory nie znaleziono. Te wszystkie strony wymagają większej regulacji...

 Stanisław Smogorzewski     10 października 2014 17:34

Hm szczerze mówiąc, nigdy nie słyszałem o styuacji typu 3. To daje do myślenia i pokazuje że nawet inwestorów warto sprawdzić...

 Krzysztof Jezewski     10 października 2014 17:15

Sytuacja nr.1 pokazuje że banki muszą być szczególnie ostrożne... Niby jest tyle biurokracji i zasad, a jak widać czasem nawet to nie wystracza.


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze