Sukces i motywacja. Historia z przesłaniem

 Ania L.     29 lipca 2014 21:16

Wielokrotnie na swoim blogu pisałam o tym, że wytrwałość, odwaga w działaniu, systematyczna praca, pomysłowość, wiara we własne możliwości oraz odrobina (ale naprawdę odrobina!) szczęścia wystarczą, aby odnieść sukces. Nie wspominałam jednak chyba o tym, co powoduje, że ludzie wytrwale dążą do wyznaczonego celu, a więc o motywacji. Ostatnio poznałam historię pewnej młodej kobiety, która w klasyczny sposób obrazuje powyższe zagadnienie. Przytoczę ją tu w całości, zmieniając naturalnie niektóre szczegóły, w celach zachowania prywatności.

Pani, nazwijmy ją Agnieszka, już na studiach interesowała się biznesem. Chciała prowadzić własną firmę, w której miałaby często kontakt z różnymi ludźmi, mogłaby poznawać ciekawe osoby, kierować swoim zespołem i oczywiście zarabiać. Wpadła na pomysł założenia magazynu biznesowego - czasopisma dla pewnej określonej grupy odbiorców. Zrealizowanie tego celu wymagało jednak sporego kapitału. Aby go zdobyć, wymyśliła taki oto sposób. Wysyłała wiadomości i dzwoniła do biur najbogatszych Polaków, których lista była i nadal chyba jest prezentowana w prasie czy na portalach internetowych. Pani Agnieszka uznała bowiem, że to najlepszy sposób, aby zainteresować swoim pomysłem ludzi, którzy potencjalnie mogą jej realnie pomóc, czyli dysponujących realnymi funduszami. Koncepcja pozyskania w ten sposób kapitału od prywatnego inwestora okazała się trafiona. Po 3 miesiącach poszukiwań, czyli po w sumie dość krótkim okresie, Pani Agnieszka dostała propozycję współpracy od jednego z bogatych przedsiębiorców, do których się zwracała. Razem z nim założyła spółkę z o.o. i rozpoczęła działalność gospodarczą.

Powyższym akapitem mogłabym zakończyć tę historię, dodają może jeszcze "i żyła długo i szczęśliwie". Sam pomysł znalezienia w ten sposób inwestora jest już dostatecznie ciekawy, że zasługuje na opowiedzenie o nim innym. Problem w tym, że to nie koniec. Firma prosperowała dość dobrze, ale Pani Agnieszka nie posiadała wystarczającego doświadczenia biznesowego a czasy dla prasy drukowanej (nawet tej specjalistycznej) były ciężkie, więc z czasem, po dwóch latach, spółka popadła w tarapaty finansowe. Anioł biznesu się wycofał a Pani Agnieszka została sama. Sama, co nie znaczy, że z niczym: posiadła bezcenne i wszechstronne doświadczenie zawodowe, nawiązała kontakty, stworzyła markę (tytuł magazynu) oraz oczywiście zyskała lepsze rozeznanie co do sposobów finansowania biznesu. Postanowiła to wykorzystać i wzięła kredyt bankowy na dalsze funkcjonowanie przedsiębiorstwa a następnie założyła fundację, która od poprzedniej spółki przejęła wydawanie czasopisma. Wówczas Pani Agnieszka była już całkowicie "na swoim", co dało jej tym większą motywację do działania. Doskonale wiedziała, że w każdej firmie najważniejszy jest dział sprzedaży. On bowiem generuje zyski i od niego w sposób bezpośredni zależy kondycja całego biznesu. W wypadku jej działalności był to dział reklamy. Dlatego robiła wszystko, aby sama pozyskać odpowiednio wielu reklamodawców a poza tym zatrudniała osoby, które również posiadały właściwe predyspozycje sprzedażowe. Wprowadziła system wynagrodzeń silnie nastawiony na efekty: minimalna podstawa + wysokie prowizje od zawartych kontraktów (sprzedanych reklam) oraz elastyczne godziny pracy. W ciągu kolejnych dwóch lat, firma Pani Agnieszki się rozwinęła, jej udało się spłacić kredyt, wyrobiła mocną markę, która stała się dość powszechnie rozpoznawalna i zyskała prestiżowych klientów. Oczywiście wraz z tym wszystkim przyszedł sukces finansowy.

Historia jakich pewnie wiele. Osobiście poznałam Panią Agnieszkę i miałam okazję długo z nią rozmawiać, zapoznać się szczegółowo z jej drogą biznesową, którą nadal z powodzeniem kontynuuje. Moją uwagę zwróciła jednak emanująca z Pani Agnieszki pewność siebie a raczej wiara we własne możliwości i przekonanie, że sukces musiała po prostu osiągnąć, jakby w ogóle nie dopuszczała innej możliwości. Bez wątpienia miała gorsze dni, chwile słabości oraz wątpliwości, jednak tym, co szczególnie ją motywowało do działania, było właśnie owo przeświadczenie, które można sprowadzić do hasła "mnie się musi udać!". Jest to bardzo charakterystyczne podejście dla większości ludzi, którym się udało. Ich motywacja brała się właśnie z głębokiego przekonania o słuszności własnych działań, czy wartości własnych pomysłów i rozwiązań. Wszystkim początkującym przedsiębiorcom sugeruję zastanowić się, jakie jest ich źródło motywacji i czy naprawdę wierzą, że osiągnięcie sukcesu zależy przede wszystkim od nich samym. Z mojego punktu widzenia to najlepsza postawa w biznesie.

 

PS W sierpniu jadę na zasłużone wakacje. Wracam w połowie września i wówczas wznawiam prowadzenie bloga. Wszystkim czytelnikom dziękuję za listy i pozdrawiam.

 Komentarze

 Authenctic Hipster     07 sierpnia 2014 15:11

Przedsiębiorcza pani Agnieszka :) Mam nadzieję, że jak wrócisz z wakacji, to napiszesz coś o kobietach-inwestorkach, bo ten temat często bywa pomijany, gdy omawiana jest przedsiębiorczość kobiet. Jestem ciekaw, czy są w Polsce jakieś anielice biznesu, może są mniej oblegane niż ich męscy odpowiednicy :P

 Olga Michalczyk     05 sierpnia 2014 17:39

Też mam nadzieję na więcej optymistycznych motywacyjnych postów w przyszłości, Aniu, chociaż o błędach też warto czasem napisać. Za dużo hurraoptymizmu w biznesie często kończy się krachem :) Udanego wypoczynku i do zobaczenia jesienią.

 Patrycja Strzemieniecka     05 sierpnia 2014 17:35

Cieszę się, że na Twoim wreszcie pojawił się od dawna obiecywany wakacyjnie optymistyczny post. Wreszcie koniec z błędami i plajtami, tak powinno być :)

 Wiśnia     05 sierpnia 2014 17:32

Paweł, 5 nawet ich nie otworzy, 6 i 7 przeczytają, 8 odpisze, 9 zadzwoni, a 10 zainwestuje :) Bez wiary we własne możliwości i konsekwencji, nie osiągniesz niczego w biznesie. Ania, dopiero dzisiaj trafiłam po raz pierwszy na tego bloga a ty już jedziesz na wakacje, szkoda, ale licze że podyskutujemy jesienią bo tematyka wyjątkowo mi podpasowała. Buziaki, Wiśnia ;)

 Paweł Dumała     05 sierpnia 2014 17:25

Zastanawiam się, czy rzeczywiście są jakieś realne szanse na to, aby dotrzeć do najbogatszych Polaków. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że oni czytują te wszystkie maile, które napływają do nich hurtowo.

 Jan Buczek     05 sierpnia 2014 17:19

Coś dużo ostatnio na Twoim blogu o kobietach w biznesie, Aniu, czy zgubny wpływ ideologii gender i na Ciebie wpłynął ;) ? Miłego wypoczynku :-)


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze