Upadły start-up kupię

 Mariusz Mol     24 czerwca 2015 08:23

Na całym świecie istnieją firmy wyspecjalizowane w przejmowaniu projektów, które nie odniosły sukcesu.  Po odkupieniu takiego przedsięwzięcia, wszystko jedno czy jest to sklep internetowy, portal informacyjny, czy wzór na nowy model butów sportowych, usiłują wyprowadzić je "na prostą", tchnąć w nie "drugie życie", czyli najzwyczajniej w świecie spróbować zrobić to, co nie udało się ich twórcom (założycielom) - doprowadzić do tego, aby generowały zysk. Strategie takich podmiotów przejmujących upadłe start-upy są rozmaite. Części z nich zależy jedynie na wstępnym rozwinięciu danego projektu, aby móc go szybko odsprzedać (po znacznie wyższej cenie) kolejnym zainteresowanym, inni stawiają na długotrwałą i gruntowną przebudowę przedsięwzięcia a następnie, będąc już jego właścicielami, osiągnięcie razem z nim sukcesu finansowego i prowadzenie go dalej pod własną marką. Jakby nie było, istnienie takiego "rynku wtórnego" albo "giełdy używanych start-upów" jest ciekawym zjawiskiem, o którym warto napisać a przy okazji ze sposobu jego funkcjonowania wyciągnąć kilka użytecznych wniosków.

W pewnym uproszczeniu schemat operacyjny podmiotów skupujących projekty, którym się nie udało (a takich jak wiemy jest zdecydowana większość...), wygląda bardzo prosto: wyszukują oferty sprzedaży spełniające ich wstępne kryteria, np. co do branży, typu produktu czy długości okresu istnienia przedsięwzięcia. Następnie dokonują ich analizy, aby na jej podstawie podjąć decyzję o kupnie bądź rezygnacji z niego. Dokonują zakupu (wcześniej zazwyczaj negocjują jak najniższą cenę), opracowują strategię naprawy i ją wdrażają. Później, jak już wspomniałem, albo odsprzedają projekt, albo same go prowadzą, czerpiąc z niego zysk. Taka zasada działania jest naturalnie bardzo "chytra", ponieważ pozwala uczyć się na cudzych błędach. Można spokojnie przeanalizować setki (tysiące) nieudanych projektów, zastanowić się czemu nie odniosły sukcesu, przejąć gotowe rozwiązania za niewielkie środki (co jest ogromną zaletą: fazy początkowa i organizacyjna każdego projektu generują bardzo wysokie koszty finansowe i czasowe oraz wymagają potężnego nakładu pracy) a następnie dobrze na nich zarobić.

Po przeczytaniu powyższych dwóch akapitów, ktoś mógłby uznać, że o wiele lepszym biznesem będzie przejmowanie upadłych start-upów niż kreowanie nowych. Niekiedy tak istotnie być może, jednak warto pamiętać również o drugiej stronie medalu. Większość "przegranych" projektów jest nimi nie bez powodu. Po prostu nie sprawdziły się, rynek ich nie przyjął, musiały wiec odejść na "śmietnik historii" (ekonomicznej). Dlaczego wystartowanie z tym samym produktem po raz drugi czy kolejny miałoby przynieść oczekiwany sukces, skoro nie było go wcześniej? Profity z takiej działalności nie są zatem pewne. Często zdarza się, że również nowy właściciel nie osiągnie sukcesu ze "starym" projektem, ale mimo wszystko w tym wypadku koszty są na ogół niższe a poza tym nie ma, często ograniczającego w podejmowaniu racjonalnych decyzji, elementu zbytniego przywiązania emocjonalnego do projektu, z czym często zetknąć się można u ich pierwotnych twórców. To byłby zresztą akurat argument za kupnem upadłych przedsięwzięć.

Spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie (które pewnie większość Czytelników w tym momencie sobie stawia), jakie start-upy, o którym wiadomo, że się nie sprawdziły warto kupić czy przynajmniej rozważyć możliwość ich kupna? W tym wypadku pierwsza sugestia będzie dosyć oczywista. Na pewno takie, które posiadają w miarę popularne strony internetowe. Na dużą skalę proceder ten praktykują firmy, które główne źródło zarobku uczyniły z przejmowania wygasających domen. Wygasających, czyli nie odnowionych. Dotychczasowi właściciele porzucają je po prostu, a po jakimś czasie wracają one do puli domen wolnych. Na to tylko czekają wyspecjalizowane firmy, które szybko je rejestrują na siebie i wykorzystując ich popularność zarabiają na nich (np. umieszczając na nich reklamy, czy świadcząc usługi SEO). Oczywiście nie każda porzucona domena jest wartościowa i nie każda należy do upadłego start-upu. W tym drugim wypadku, niekiedy ich właściciele wystawiają je na aukcjach internetowych, żądając bardzo niskich cen. Wtedy za nieco wyższą kwotę niż rejestracja nowej domeny, można kupić nie tylko domenę dotychczasowego start-upu, ale często jego całą stronę. I to jest na ogół dobra inwestycja: zakup domeny wraz z serwisem internetowym, który się nie sprawdził. Często na jego bazie można uruchomić coś zupełnie nowego, wykorzystując (nawet śladową) popularność dotychczasowego projektu, lub spróbować rozwinąć istniejący.

Innym przykładem potencjalnie korzystnej transakcji może być odkupienie patentów czy rozwiązań racjonalizatorskich, którym nie udało się podbić rynku albo nawet nie zostały wdrożone. Tutaj oczywiście wymagana jest duża doza zdrowego rozsądku i sumienna analiza, czy dany projekt jest sensowny i chociażby potencjalnie ma szanse sprawdzić się, czyli być zakupionym przez konsumentów. Na tej samej zasadzie można zastanowić się nad kupnem praw do aplikacji (gry, programu użytkowego), która nie przyciągnęła wystarczającej uwagi użytkowników lub scenariusza filmowego (także serialu), który z uwagi na nikłe zainteresowanie producentów, nie miały szansy na realizację. Podkreślmy raz jeszcze, wszystko to pod warunkiem wykonania rzetelnej analizy rynkowej oraz samego produktu a także pozyskania go za naprawdę niską cenę.

A jakie wnioski powinni wyciągnąć początkujący przedsiębiorcy z faktu istnienia rynku upadłych start-upów? Przede wszystkim, uświadomić sobie bezwzględność statystyk biznesu, zwłaszcza tego wysoce innowacyjnego, które są jednoznaczne. Zdecydowana większość nowych projektów upada po roku swojej działalności, po pięciu latach przetrwa nie więcej niż 10% z nich. Po drugie, muszą nauczyć się podchodzić do własnych pomysłów z pokorą i dystansem, czy może lepiej powiedzieć z daleko posuniętym wyczuciem realizmu. Koloryzowanie i nadmierny optymizm to podstawowe główne grzechy start-upowców. Po trzecie wreszcie, dobrze by było, gdyby wykorzystali to, co jest im podane jak na tacy, czyli zaczęli poważnie analizować błędy tych, którym się nie udało i próbowali sami ich uniknąć w przyszłości. Przecież wszystkie upadłe biznesy, to gigantyczna kopalnia bezcennej wiedzy praktycznej. Trzeba tylko chcieć i umieć z niej skorzystać.

Znam bardzo dobrze dwie szczęśliwe a zarazem motywujące historie przejęcia start-upów, którym nie wyszło. Znam też znacznie więcej innych, gdy kupno upadłego przedsięwzięcia okazało się porażką, ale nie jakąś wyjątkowo dotkliwą. Dlatego też opiszę może pozytywną historię. Trzy lata temu mój dobry kolega szukał pomysłu na samego siebie. Rozstał się z dotychczasowym pracodawcą - korporacją, w której spędził 5 lat - nie miał innych zobowiązań, typu  długoterminowy kredyt czy rodzina, a za to około 60 tysięcy oszczędności, które chciał zainwestować. Przeglądając oferty sprzedaży biznesów, które ewidentnie dobrze sobie nie radziły, na popularnym portalu aukcyjnym, trafił na ciekawe ogłoszenie. Dotyczyło sprzedaży sklepu internetowego z koszulami męskimi. Cena wynosiła 10 tysięcy, a jej ramach była domena, serwis (sklep) internetowy, sporo towaru oraz niewielkie obroty, sięgające 300-500 zł miesięcznie (5-6 koszul). Ponieważ sam znał się dosyć dobrze na modzie oraz interesował tym tematem, zdecydował się zaryzykować. Wytargował cenę  o 30% niższą i przejął sklep. Gdy tylko sfinalizował transakcję i założył działalność gospodarczą, natychmiast skonsultował się ze zdolnym, ale początkującym projektantem ubrań oraz grafikiem, którzy zaprojektowali mu nowe logo, mini naszywki na koszule oraz stworzyli całościowe propozycje stroju, czyli co do danej koszuli pasuje (np. jakie spodnie, buty, marynarka itp.). Kosztowało go to około 10 tysięcy, czyli więcej niż zapłacił za sam sklep. Następnie, gdy już wszystko było gotowe, rozpoczął intensywną kampanię promocyjną w sieci, skupiając się na Google, Facebook'u oraz blogach modowych, gdzie reklamował swój sklep. Ten marketing kosztował go ponad 40 tysięcy w ciągu pierwszych trzech miesięcy, ale przyniósł skutek: 5-10 klientów dziennie pierwszego miesiąca kampanii i 15-20 drugiego i ponad 30 trzeciego. Sklep działa do tej pory i przynosi całkiem dobry zysk. Wystarczył pomysł, przemyślane inwestycje oraz oczywiście przejęcie upadłego przedsięwzięcia. Jak niedawno ten kolega sam mi przyznał: od początku wszystkiego robić by mu się nie chciało. Gdyby nie trafił na tamtą ofertę, poszedłby pewnie do jakieś etatowej pracy a własnego biznesu by nie otworzył. Pamiętając o tym pozytywnym przykładzie zróbmy jednak wszystko, aby nasz projekt nie trafił nigdy na giełdę upadłych start-upów.

 Komentarze

 Mayor     24 czerwca 2015 11:09

Również nie jestem zwolennikiem kupowania porzuconych witryn internetowych i rozwijania ich. Każdy projekt ma swoją indywidualną specyfikę, w związku z tym budowę każdej strony www powinno poprzedzić wykonanie projektu funkcjonalnego przez eksperta.

 Iza Pogorzelska     24 czerwca 2015 11:09

Warto zauważyć, że zakup domeny i zakup strony internetowej to dwie różne sprawy. Biorąc pod uwagę, że coraz mniej zdroworozsądkowych nazw jest dostępnych, przedsiębiorcy często są gotowi sporo zapłacić za odstąpienie atrakcyjnego adresu www (a nie zadowalać się www.sklepinternetwoy8293479464.prv.pl :) Jednak witrynę lepiej budować od podstaw, tym bardziej jeżeli nasza strona ma mieć zupełnie inny profil. I tak trzeba wówczas zmienić wszystkie funkcjonalności.

 Paweł Lutkiewicz     24 czerwca 2015 11:08

Zakup porzuconej strony www może okazać się znakomitym interesem - nie trzeba inwestować w web developera i innych programistów/grafików.

 Karolina Mackiewicz     24 czerwca 2015 11:07

Trzeba w takich wypadkach zawsze bardzo uważnie analizować dokumentację spółki z drugiej ręki. Mój znajomy nieświadomie nabył zadłużony startup i ma teraz mnóstwo problemów, aby wyprowadzić biznes na prostą.

 Olo     24 czerwca 2015 11:07

Często widuję w Internecie ogłoszenia osób, które chcą nabyć albo sprzedać upadłą spółkę. Zastanawiam się, czy nie warto zdecydować się na taki zakup, tym bardziej że może wyjść to dużo taniej niż zakładanie własnej firmy od zera.


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze