Zasada 100 na 90. Ile kapitału początkowego potrzebuje większość start-upów?

 Mariusz Mol     04 maja 2015 07:21

Czy można określić jakiej kwoty potrzebuje nowa firma i nowy start-up? Czy każdy przypadek jest indywidualny, w związku z tym powinno unikać się generalizacji? Zarówno z doświadczenia mojego, jak i innych ekspertów wynika, że dobrze sprawdza się reguła 100 na 90, czyli kapitał w wysokości 100 tysięcy złotych jest wystarczający na początkowym etapie dla 90% przedsięwzięć. O tym dlaczego tak jest będzie dzisiejszy wpis. Od razu zaznaczę, że co do zasady warto pamiętać o tej regule tak zakładając swój biznes, jak i rozważając inwestycję w zupełnie nowy projekt.

Skąd się wzięła kwota stu tysięcy złotych? Po prostu przyjmuje się, że są to wystarczające środki, aby w warunkach krajowych stworzyć prototyp produktu lub usługi, w przypadku gdy są one zaawansowane technicznie, lub po prostu uruchomić produkcję prostszych produktów i świadczenie mniej wymagających usług. Praktycznie każdy prototyp uda się wykonać za te 100 tysięcy, podobnie jak można przynajmniej rozpocząć produkcję dóbr / świadczenie usług za tą sumę. Jeśli zaś chodzi o firmy, to taka kwota spokojnie umożliwia przetrwanie roku, zanim nie pojawią się zyski z bieżącej działalności. Można powiedzieć, statystycznie rzecz ujmując (bo solidne oparcie w statystyce mikro- i małych firm można tu znaleźć), suma stu tysięcy złotych  będzie wystarczająca na początkowym etapie dla dziewięciu na dziesięć firm, które rozpoczynają działalność. Dla start-upów statystyk nie ma, ale ekstrapolując powyższe można założyć, że będzie to również 90% a być może nawet więcej (sam bym skłaniał nawet ku wartości 95%).

Oczywiście, trafić się może przedsięwzięcie wysoce kapitałochłonne. Na przykład, skonstruowanie prototypu zaawansowanej maszyny dla górnictwa może być warte znacznie więcej niż 100 tysięcy. Podobnie jak opracowanie zaawansowanej technologii dla lotnictwa, czy chociażby (bardziej przyziemnie) uruchomienie serwisu internetowego wykonującego skomplikowane obliczenia matematyczne i tworzącego na ich podstawie profesjonalne wykresy. Tego typu pomysły się zdarzają, takie start-upy i firmy powstają, ale są one w zdecydowanej mniejszości. Należą do wspomnianych statystycznych 10% (a pewnie jest ich mniej), gdzie początkowe nakłady muszą przekroczyć owe magiczne sto tysięcy.

Jakie wnioski powinno się wyciągnąć z zasady 100 na 90? Według mnie dwa zasadnicze. Po pierwsze, z punktu widzenia początkującego przedsiębiorcy, należy ograniczyć swoje oczekiwania finansowe na start do minimum. Skupić się na tym, co naprawdę jest niezbędne, aby zacząć, a nie na tym, co chciałoby się osiągnąć w średniej czy długiej perspektywie. Jest to podstawa projektowania oczekiwań finansowych. Dla przykładu, jeśli stworzyłem aplikację i poszukuję kapitału na jej rozwój, promocję oraz sprzedaż, wówczas koncentruję się przede wszystkim na tych kosztach, które muszę wyłożyć, aby w ogóle wejść na rynek. W tym wypadku będzie więc to na pewno koszt testowania i ewentualnie poprawki programu (stworzenia stabilnej wersji), jej reklamy (szerzej: marketingu) oraz znalezienia kanału sprzedaży (np. zawarcie umowy z dystrybutorem, handlowcem, otwarcie sklepu internetowego, wejście na platformę sprzedażową itp.). Zbędne zaś będzie, np. zatrudnienie sekretarki czy asystentki (chociaż niewątpliwie dodatkowa osoba do pracy byłaby pomocna). Te warunki wystarczą, aby wejść z takim produktem na rynek i spróbować go sprzedawać.. Stu tysięcy złotych na pewno nie powinny przekroczyć. Warto więc, aplikując o środki finansowe, realistycznie określać swoje zapotrzebowanie. Potencjalni inwestorzy na pewno to docenią.

Po drugie, z punktu widzenia inwestora, powinno się uważnie przyglądać biznesplanom i projektom finansowych, składanych przez osoby ubiegające się o kapitał i zwracać szczególną uwagę, czy potrzeby gotówkowe aplikanta są rzeczywiście uzasadnione. Nie obawiać się ich weryfikowania, zadawania pytań w rodzaju "po co Panu 20 tysięcy rocznie na biuro, jeśli swoją usługę świadczy Pan przez Internet i może wykonywać ją Pan z domu?". Zresztą każdy poważny inwestor doskonale zdaje sobie z tego sprawę i postępuje w ten właśnie sposób... Piszę tu o tym dla wszystkich tych, którzy być może nie wiedzą w jak skrupulatny sposób podchodzi się na ogół do problemu inwestycji w projekty wysokiego ryzyka, zresztą nie tylko takie. A jeśli sami nie mamy doświadczenia, ale chcemy zainwestować w jakiś start-up, wówczas kierując się zasadą 100 na 90, wnikliwie zbadajmy na co konkretnie pomysłodawca chce przeznaczyć nasz kapitał i czy nie chce go zbyt wiele. W końcu jest bardzo prawdopodobne (tym razem nie tylko statystyka, ale i rachunek prawdopodobieństwa się kłaniają), że jego projekt mieści się raczej w zbiorze 90 niż 10%.

Chciałbym teraz przytoczyć fakt, o którym wiedzą tylko nieliczne osoby. Najczęściej takie, które zetknęły się z nim przy okazji pracy zawodowej. Duża część aniołów biznesu oraz funduszy venture capital w swojej działalności inwestycyjnej stosuje zasadę 100 na 90 oraz jej rozmaite warianty. Na jej podstawie określa się, tzw. wstępne zaufanie dla projektu. Oznacza to, że analizując projekty, w których pomysłodawcy domagają się większej kwoty niż 100 tysięcy, inwestorzy z założenia są na "nie" i dopiero w biznesplanie, opisie pomysłu czy podczas rozmowy indywidualnej szukają mocnych oraz przekonujących powodów, aby zainwestować (wstępne zaufanie dla projektu jest zatem negatywne). Gdy zaś aplikant ubiega się o mniejszą kwotę, wówczas ich podejście jest ambiwalentne (wstępne zaufanie dla projektu jest neutralne). Tutaj małe zastrzeżenie: nie zawsze musi to być kwota stu tysięcy, wiele funduszy ma własną politykę określającą wstępny pułap zaufania dla projektu, którego pomysłodawca prosi o określony kapitał. Niekiedy może to być 200 tysięcy, pół miliona a nawet więcej. Na marginesie, z pozytywnym wstępnym pułapem zaufania, czyli z sytuacją, w której od samego początku potencjalny inwestor jest na "tak", nigdy się nie zetknąłem.

Zasady służą temu, aby ułatwiać nam życie poprzez tworzenie uproszczonych schematów poznawczych. Jeśli więc ktoś przychodzi do mnie i mówi, że ma pomysł na biznes i potrzebuje 200 tysięcy, aby go zrealizować, jestem sceptyczny. Jeśli mówi, że wystarczy mu 80 tysięcy, moje nastawienie jest lepsze, a co za tym idzie słucham z większą uwagą. Naturalnie, stosowanie zasad nie zwalnia z konieczności bycia elastycznym i myślenia, co oznacza tutaj rozpatrywanie każdego przypadku indywidualnie. To jest podstawą! Z drugiej strony, nawet rozpatrując każdy przypadek jednostkowo, warto żeby zapaliła się nam czerwona lampka ostrzegawcza przy projekcie za ponad 100 tysięcy. Każdemu z Drogich Czytelników radzę się nad tym zastanowić, a w przypadku, gdy planują otwarcie własnego biznesu odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zasada 100 na 90 ma także zastosowanie do nich samych.

 

PS Wracając na moment do tematu sprzed tygodnia, z tego, co mi donieśli Życzliwi Czytelnicy (tak, zdaję sobie sprawę, że słowa "donos" i "życzliwy" nie brzmią dobrze w jednym zdaniu), mój wpis dotyczący napiwków doczekał się wielu komentarzy na forach dyskusyjnych i blogach. Szczególnie tych poświęconych tematyce savoir vivre. Nie mam zamiaru na nie reagować, nie traktuję ich poważnie, zwłaszcza tych anonimowych. Przypominam jednak, że mój blog ma charakter edukacyjno-biznesowy i prezentuję na nim wyłącznie swoje (subiektywne) opinie, za które biorę pełną odpowiedzialność. 

 Komentarze

 Bartosz Witecki     30 kwietnia 2015 22:34

Uproszczone schematy poznawcze zbyt często wiodą nas na manowce, nie polegałbym zbytnio na nich, panie Mariuszu.

 Rybka     30 kwietnia 2015 22:33

Myślę, że kapitał początkowy zależy w największej mierze od rodzaju firmy i nie można tu operować ogólnymi cyframi.


 Dodaj Komentarz

Zaloguj się by móc dodawać komentarze